Myślałam,
że Serafin walczył z szatanem
i w ogniu piekielnym
wykuł trzy pary skrzydeł.
Są czerwone
jak płomienie.
Są długie
jak języki diabelskie.
Są gorące
jak żar wałbrzyskiego węgla.
(na motywach obrazu El Greco - "Ekstaza świętego Franciszka")
Ktoś namalował Twą twarz.
Pędzlem wykreślił dłonie.
Zaznaczył rany spływające krwią.
Przepasał ciało sznurem.
Postawił obok pośmiertnej czaszki.
I
- Dzień dobry. Czy to z panią jestem umówiony?
- Nie wiem. Ma pan przy sobie jakąś sportową gazetę?
- O sportowe gazety teraz trochę trudno… Mam kawałek „Wyborczej” z wiadomościami sportowymi.
- Proszę pokazać. Zgadza się. No to „Dzień dobry”, proszę usiąść. Natalia.
- Jan.
Po raz pierwszy spojrzeli sobie w oczy. Kolory obu par były bliżej nieokreślone, ni to szare ni to niebieskie.
Nie, to nie była randka w ciemno. Poznali się w sieci, na jednym z portali randkowych. Nazwy rzecz jasna nie wymienimy. O opłatę za reklamę też nie będziemy prosić. Nigdy nie wiadomo, jak ta znajomość się skończy.
Oglądali swoje zdjęcia, stukali w klawiaturę opisując swoje hobby, stawiali wielokropki pisząc o swoim wyglądzie i chorobach.
Natalia przyjęła do wiadomości łysinę Jana, ten nie skomentował jej znacznej nadwagi. Łysina ponoć świadczy o inteligencji, a nadwaga powoduje, że ulubione części ciała są większe.
Hobby to samo – SPORT. Nie wyjaśnili sobie tylko jaki, trzeba było coś zostawić na randkę.
IV
I tak oto znaleźli się na niezwykle emocjonującym meczu siatkówki. „Nasi” czyli miejscowi toczyli zacięty bój o każdy punkt. Rozegrano pięć setów, trzy wygrali tutejsi, zatem był happy end. Jan i Natalia dali się ponieść meksykańskiej fali powstającej na widowni i wykonali kilka utworów wokalnych razem ze stałymi kibicami siatkówki. Okazało się, że oboje doskonale znają się również na tej dyscyplinie sportu. Każde po cichu przyznawało się samemu sobie, że siatkówkę czasami w telewizji ogląda. Natalia zerkała również na piłkę nożną, a Jan – na koszykówkę. Oboje przecież mieli wykupione pełne pakiety kanałów sportowych w „kablówkach”, a żeby coś krytykować trzeba się na tym znać.
Po meczu Jan zaproponował Natalii odwiezienie do domu. Ta była mile zaskoczona całkiem nowym modelem „Golfa”, do którego została zaproszona. Cóż, starsi panowie kojarzyli się jej z „Polonezami” lub innymi antykami. Może to wina telewizyjnych reklam, które emerytów umieszczają w czasach starożytnych?
- Zanim ruszymy, chciałbym podziękować ci za dzisiejszy wieczór … – zaczął nieśmiało Jan.
Natalia przytaknęła głową i oczekiwała dalszej części wypowiedzi, gdyż ton głosu kibica kopanej dawał do zrozumienia, iż coś jeszcze będzie dalej.
- … wiesz, moglibyśmy taki wieczór powtórzyć, ale bez sportu. Może wybralibyśmy się na łono natury?
- Na grzyby? – zapytała.
- Nie do końca… ale też do lasu, właściwie pod las. Syn mego kolegi ma taką działkę rekreacyjną pod lasem, 12 km od miasta i 400 m od najbliższego domu we wsi…. Moglibyśmy tam sobie jechać, rozpalić ognisko, zrobić grilla, popatrzeć na gwiazdy, słowem spędzić całą noc na takim odludziu. Tam jest prąd, przyczepa campingowa, gdyby zaczęło padać, jest gdzie się ukryć….Wiesz, taki survival…
Natalię zatkało i zaskoczyło. Czyżby chciał ją zgwałcić w przyczepie pod lasem? Marzycielka…. Jan nie wyglądał na gwałciciela, a może szkoda… może trzeba dać mu szansę?
- Zaskoczyłeś mnie kompletnie… muszę pomyśleć…
- A o czym tu myśleć. Chyba tylko o tym, co ze sobą zabrać. Obowiązkowo kiełbaski, bo jak się zrobi ognisko to trzeba je na kiju upiec, karkówkę na grilla, chleb, kawę, herbatę, o colę też, piwko…
- I alkomat.
- A dlaczego alkomat?
- Bo jak wypijesz piwko, to nie wsiądziesz za fajerą póki ono nie wywietrzeje.
- Bardzo dobry pomysł. Więc zgadzasz się na taką wyprawę?
- Nie mam wyjścia. Zaskoczyłeś mnie totalnie. Nie pamiętam, żeby ktoś zapraszał mnie na noc pod gwiazdami. Jeśli tak było, to chyba jeszcze przed potopem.
(drugie miejsce w internetowym TURNIEJU JEDNEGO WIERSZA IM. ANNY KAJTOCHOWEJ w 2025 roku)
(opowiadanie otrzymało wyróżnienie Podlaskiej Redakcji Seniora w konkursie „Srebro nie złoto” w 2025 roku)
czytaj więcej
(opowiadanie nagrodzone trzecim miejscem w konkursie „Szczawno przyszłości” w 2025 roku)
czytaj więcej
Halina usiadła na brzegu łóżka. Spojrzała na sześcioletnią córką. Na sąsiednim łóżku leżał siedmioletni syn.
- Czas na bajkę na dobranoc… - szepnęła czule – O czym mam opowiedzieć?
- O kocie w butach! O chatce z piernika! O złotej rybce! – zaczęły się przekrzykiwać dzieci.
Uśmiechnęła się:
- Dobrze, niech będzie o złotej rybce… Posłuchajcie uważnie… Nad brzegiem morza, w ubogiej chatce żył rybak z żoną. Biednie u nich było, oj biednie. Codziennie rybak wypływał na połów, ale łowił niewiele. Pewnego dnia zarzucił sieć i złowił złotą rybkę. Ta ludzkim głosem błagała go, by ją wypuścił, a ona spełni trzy jego życzenia. Rybak serce miał dobre i wypuścił rybkę bez wahania. Wrócił do chaty, opowiedział wszystko żonie. A ta jak nie ryknie na niego: „Dlaczego nie wypowiedziałeś żadnego życzenia!? Wracaj na brzeg, wołaj tę rybę i poproś chociaż o nowe koryto. Nasze stare już się rozpadło!”….
I tak Halina snuła opowieść o spełnianiu życzeń, chytrości i zachłanności, która została ukarana. Dzieci wysłuchały, zamknęły oczy i zasnęły.
„Jakże pięknie być matką” – pomyślała Halina. Pocałowała każde z dzieci w czoło i poszła do kuchni zmywać naczynia.
III miejsce w konkursie „Miniony, obecny, nadchodzący” organizowany przez „Pałac w Gądnie”w 2025 roku