sowie

Basket and witches czyli sposób na uratowanie polskiej koszykówki

Ostatnio komentowane
Publikowane na tym serwisie komentarze są tylko i wyłącznie osobistymi opiniami użytkowników. Serwis nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za ich treść. Użytkownik jest świadomy, iż w komentarzach nie może znaleźć się treść zabroniona przez prawo.
Data newsa: 2011-10-06 14:52

Ostatni komentarz: No właśnie, po co w takiej sytuacji opieka społeczna...
dodany: 2025.08.08 17:46:30
przez: Stefan
czytaj więcej
Data newsa: 2014-03-18 13:35

Ostatni komentarz: …. Bardziej zwróciłabym uwagę na brudne stopy kobiety, aniżeli na brudna sierść psa.
dodany: 2022.03.30 20:12:36
przez: Diane
czytaj więcej
Data newsa: 2020-10-20 09:42

Ostatni komentarz: super...szkoda, że nie napisałaś jaki kościół w Wałbrzychu. PIsz dalej na na koniec roku książka. ja swoją szykuję na i półeocze...
dodany: 2021.01.18 11:09:17
przez: obba
czytaj więcej
Data newsa: 2013-04-05 13:21

Ostatni komentarz: Świetne...gratuluję...czas na książkę.

dodany: 2021.01.15 08:45:03
przez: adam
czytaj więcej
Data newsa: 2020-10-20 09:40

Ostatni komentarz: Mój tata też należał do ZBOWiD-u. Pełnił tam jakaś funkcję. Wspominal, że do ZBOWiD-u dla korzyści materialnych zapisują się osoby, których w tamtych czasach nie było na świecie. 😊
dodany: 2020.11.14 09:25:09
przez: Bozena
czytaj więcej
Data newsa: 2011-05-15 20:15

Ostatni komentarz: Boże, który mieszkasz w Wałbrzychu.............

Wspaniałe!!!
dodany: 2019.03.20 19:01:12
przez: Darek
czytaj więcej
Data newsa: 2016-09-13 16:01

Ostatni komentarz: Super! Bardzo miło się czyta
dodany: 2017.01.06 22:01:25
przez: Jan
czytaj więcej
Spotkanie za Tęczowym Mostem
2026-10-29 13:44


( Opowiadanie zajęło drugie miejsce w konkursie „Szczawieńskie palmy, paprocie i marzenia" w 2026r. )
 


Iwona usiadła przy pomniku psa, przedziwnej rzeźbie znajdującej się przy sanatorium „Pionier” w Szczawnie Zdroju. Zmęczył ją spacer po deptaku. Nie tyle samo chodzenie, ile towarzyszące jej wspomnienia związane z ukochanym psem. Przez kilka lat przyjeżdżała tu ze swoją Kulką, niewielkim, krótkonogim kundelkiem machającym ogonem i szczekającym na wszystko, co się porusza. Kulka odeszła za Tęczowy Most. Miała szesnaście lat, ponoć przeliczając na wiek człowieka – ponad sto. Minął już rok od jej śmierci, ale Iwonie, za każdym razem, kiedy przypominała sobie pieska, szkliły się oczy od kilku łez. Razem przecież spacerowały po deptaku, odpoczywały właśnie tu, na ławce przy pomniku psa...
Teraz spojrzała na palmy na klombie. Czy one tu w ogóle pasują ? – pomyślała jakby po raz pierwszy je widziała. Od kiedy tu są? Pewnie od zawsze. Przymknęła lekko oczy.
- Cześć! – usłyszała nieznany głos.
Otworzyła oczy. Rozejrzała się na wysokości wzroku. Nikogo nie było.
- Cześć! Tu jestem!
Głos rozlegał się spod jej nóg. Spojrzała. Nie, to nie możliwe. Obok niej stała Kulka. Jej pyszczek ruszał się i mówił.
- Pogłaszcz mnie. Tak bardzo tęsknię za twoją dłonią.
Dotknęła grzbietu pieska. Pogłaskała. Czuła wyraźnie miękką sierść. Jednak nadal nie wierzyła w obecność zwierzątka, do tego – mówiącego.
- Przecież ty jesteś za Tęczowym Mostem…. - szepnęła.
Kulka usiadła na tylnych łapach:
- Oczywiście. Właśnie tu jesteśmy. Tu przyjeżdżałam z tobą, tu było nam dobrze i dlatego moja tęczowa polana tak wygląda. Zresztą, nie tylko moja. Popatrz na deptak.
Spojrzała. Dostojnym krokiem, powoli chodziły psy. Inne biegały po trawniku przy drewnianej muszli koncertowej.
- A gdzie są ludzie?
- Ludzie są niewidoczni. Jedynie każdy pies widzi własnego opiekuna. Bo dla każdego psa ta osoba jest najważniejsza. To co? Idziemy na spacer?
Iwona dostrzegła, że obok niej leży smycz. Skąd się tu wzięła? Przecież wszystkie rzeczy po Kulce oddała do schroniska dla zwierząt...
- Tak tak, przypnij mi smycz. Po Parku Zdrojowym możemy chodzić tylko na smyczy. Swobodnie biegamy gdzie indziej. Zresztą…. Chyba jeszcze pamiętasz?
- To gdzie idziemy? – zapytała pieska.
- Oczywiście wspinamy się do wieży Anny. Sprawdzimy, jaką mamy kondycję.
Ruszyły w stronę wieży. Minęły Pijalnię Wód i Halę Spacerową.
- Pamiętasz, jak chroniłyśmy się tu przed deszczem? – zapytała pieska.
- Jasne! Kiedyś poznałyśmy tu fajnych facetów.
- Takiego starszego pana z wilczurem. Pies był tak duży, że mieściłaś się mu pod brzuchem.
Kulka westchnęła:
- Przystojny był… chociaż taki wielki…
Minęły Białą Salę. Przy kilku stolikach na zewnątrz budynku siedziały pieski. Każdy miał przed sobą miskę z wodą. Ich opiekunowie zapewne pili kawę lub może nawet coś jedli. Podobnie było przed kawiarnią „Bohema”, znajdującą się w budynku Teatru Zdrojowego.
- To teraz pod górkę… - westchnęła Iwona.
Każdego roku, kiedy zjawiała się w Szczawnie ze swym pieskiem, wejście na wzgórze z wieżą było podstawowym punktem pobytu. W ciągu pierwszych kilku dni, zarówno pani jak i jej sunia na krótkich nóżkach, z trudem wchodziły na górę. Potem było coraz lepiej. To był znak, że poprawia się im kondycja. Pobyt w starym uzdrowisku procentował.
Teraz obie zaczęły marsz powoli. Krok za krokiem, pamiętając o prawidłowym oddechu. Moment odpoczynku. I ponownie powoli. Już połowa trasy. Aha, stajemy, jeszcze chwilka, chwileczka… Hura! Jesteśmy na szczycie! Wchodzimy na wieżę i podziwiamy widok miasteczka.
- Teraz daj mi pić – poprosiła Kulka.
Iwona sięgnęła do torebki. Była w niej butelka i składana miseczka. Rozłożyła ją. Nalała wodę. Piesek zaczął chłeptać.
- A teraz idziemy na trawkę. Przygotuj torebkę na moją kupkę. Nie zapomniałaś chyba, że po piesku trzeba sprzątać?
Droga powrotna na deptak wiodła wśród drzew. Iwona i Kulka wróciły do pomnika psa.
- A teraz gdzie idziemy? – zapytała pani.
- Ja wracam na swoje tęczowe legowisko. Ty też wracaj do siebie. Jutro spotkamy się ponownie. Pójdziemy do Parku Szwedzkiego albo na Słoneczną Polanę, albo dojdziemy aż na Wzgórze Gedymina… Tylko pamiętaj, przyjdź. Będę tęskniła…
Kulka pobiegła w stronę klombowych palm….

- Proszę pani, proszę pani.
Iwona usłyszała głos i poczuła dotknięcie na ramieniu. Otworzyła oczy. Obok niej siedział mężczyzna w w jej wieku, uśmiechał się.
- O, jak dobrze, że już się pani obudziła. Smacznie pani spała. Musiało się pani coś miłego śnić, bo tak ładnie się pani uśmiechała. Dopiero kiedy opuściła pani głowę, trochę się zaniepokoiłem i pozwoliłem sobie panią obudzić.
Iwona rozejrzała się. Siedziała na ławce obok pomnika psa i jej wzrok skierowany był na palmę.
- Tak, miałam piękny sen…. Śnił mi się mój piesek…
- Ma pani pieska?
- Miałam…
- Ja też miałem… Chodźmy na spacer. Może tak do wieży?
Iwona uśmiechnęła się.
- Już tam dziś byłam… Chodźmy na Słoneczną Polanę. Powspominamy nasze pieski...


Szczawno-Zdrój 2022 r.


Wróć
dodaj komentarz | Komentarze: