III miejsce w konkursie „Miniony, obecny, nadchodzący” organizowany przez „Pałac w Gądnie”w 2025 roku
czerwiec 972
„Bitwa pod Cedynią weszła w decydująca fazę. Prywatna wyprawa możnowładców niemieckich, zupełnie niezgodna z traktatami Mieszka I z Ottonem I, przybrała krwawy obrót. Wojowie obu stron tłukli się na śmierć i życie. Ich ciężkie, żelazne miecze uderzały o siebie wzajemnie i czyniły rwetes w promieniu wielu kilometrów od miejsca starcia. Topory również szczękały, uderzane jeden o drugi. Wojownicy wprawieni byli w walkach i nie odpuszczali. Konie padały na placu boju. Poranione toporami i mieczami konały w męczarniach. Ludzie potykali się o nie walcząc na gołe pięści, gdy oręża zabrakło.
Koń Hansa oberwał toporem w szyję. Upadł przygniatając swego pana. Jęczał. Hans też jęknął z bólu. Wierne zwierzę było z nim od kilku lat. Nie czuł bólu nogi, która legła pod koniem.
„Co ja tu robię? Po co to wszystko? Dlaczego zabijam? W imię czego walczę?” Masa myśli zaczęła się kłębić w umyśle Niemca. „Odpocznę pod swym koniem trochę… odsapnę… I co? Pójdę dalej bić się? Dlaczego? Kto mi każe? Przecież piąte przykazanie brzmi „Nie zabijaj”. A ja myślę tylko o zabijaniu.”
Przymknął oczy. W uszach miał chrzęst broni, wycie koni i ludzi. Obok niego leżał żołnierz Mieszka. Konał. Hans otworzył na moment oczy „Czy to ja go zabiłem? Możliwe. Ale co on takiego mi zrobił, że go ukaptrupiłem? Zabił mi kogoś? Zemściłem się? Nie znam człowieka. Może miał żonę, dzieci... ”
W innej części bitwy pod Cedynią leżał Janek. Woj z polskiej drużyny. Przygniatał go towarzysz broni, który padł pod ciosem niemieckiego miecza. Ostatni dech poddał patrząc w oczy Jankowi. Ten zapłakał. „Żegnaj przyjacielu, co dzieliłeś się ze mną ostatnim kawałkiem podpłomyka. Dlaczego zginąłeś? W imię jakiej idei? W obronie czego? Tego kawałka puszczy i wody w jeziorach? Tego starczy dla wszystkich. Można się podzielić.”
Podobnie jak Hans, postanowił odpocząć i zamknął oczy. Usłyszał to samo, co niemiecki wojak. Nie znał jeszcze piątego przykazania. Działania misyjne nowej wiary były mu już co prawda znane, ale stary zakonnik w grodzie w swych kazaniach do Mojżesza jeszcze nie doszedł. Mimo tego Janek wiedział, że zabijanie jest złe. Zabić można jedynie zwierzę, kiedy jest się głodnym. „ Dlaczego zabijam? Bo kniaź mi każe? Bo to jego wola? Ale przecież stary mnich powiedział, że każdy człowiek ma wolną wolę. Mogę więc przestać zabijać.”
W tym samym czasie o tym samym pomyślał leżący pod koniem Hans. Rozejrzał się wokół siebie. W oddali dostrzegł las. Podjął decyzję. Zaczął wyczołgiwać się spod konia. Ten sam las stał się celem Janka. Delikatnie zrzucił z siebie zmarłego kompana. Położył się na plecach i rozpoczął czołganie. Łatwo nie było. Omijał trupy koni i ludzi, zarówno niemieckich jak i polskich. Kiedy słyszał wojenne okrzyki, krył się za nieboszczykami lub udawał umarłego. Wreszcie dobrnął do lasu. Las był gęsty. Młode drzewa rosły wśród starych, a pod nimi rozciągało się pasmo krzewów. Idealne miejsce na schowanie się przed kimkolwiek. Polak usiadł wśród krzewów. W oddali ujrzał krzaczki jagód. Poczuł głód i pragnienie. Powoli, pochylony dobrnął do leśnych owoców. Zaczął jeść. Nadal słyszał głosy z pola walki.
Hans również posilił się jagodami. „Gdzie ja jestem? To niemiecka ziemia, czy już obca? Spotkam niedźwiedzia czy żubra? Czy mieszkają w pobliżu jacyś ludzie? Może zabija mnie? A co mi tam. Gorzej niż na polu walki nie będzie.” Pochylony poszedł ostrożnie przed siebie. Kiedy odgłosy bitwy zamilkły, stwierdził, iż jest już wystarczająco daleko od oręża, walki i śmierci. Wyprostował się i ruszył przed siebie.
Janek też zachowywał ostrożność i nasłuchiwał. Wreszcie nie słyszał nic, oprócz ptasich rozmów i szumu spokojnego wiatru wśród gałęzi drzew. Raźniej ruszył naprzód.
I tak to obaj wojownicy doszli do wielkiego jeziora. Woda była czysta, a bobry budowały tu swe żeremia. Mężczyźni ostrożnie wyszli z lasu. Dzieliło ich może 50, może 70 metrów. Dopiero teraz ujrzeli się wzajemnie. Przyjrzeli się sobie. Każdy miał w dłoni miecz. Żaden nie wiedział, co ma teraz zrobić. Obaj mieli ochotę wskoczyć do wody. Prawie równocześnie odłożyli miecze na trawę i wzrokiem wskazali jezioro. Zdjęli kolczugi, katany i spodnie. Wskoczyli do wody. Zaczęli pluskać się jak dzieci, zrzucając z siebie brud wojennej zawieruchy. Byli szczęśliwi. Po kąpieli położyli się na zieloną trawę i patrzyli w niebo. Błogi spokój zalał ich serca.
- Jak ci na imię? – zapytał Polak.
- Hans. A tobie?
- Janek. Fajnie tu.
- Fajnie.
- Dokąd zmierzasz?
- Przed siebie.
- Ja też.
Szybko się dogadali, bo mieszkali w pasie przygranicznym, w którym oba narody znały język tego zza granicy. Nasi żołnierze rozmawiali ze sobą swobodnie, raz w jednym języku, raz w drugim, Czasami mieszali je z sobą. W każdym razie chwalili jezioro, las, zwierzęta i niebo w górze. W pewnym momencie w oddali ujrzeli smugę dymu.
- Bitwa tu doszła? – zaniepokoił się Hans.
- Nie, raczej pożar – spekulował Janek.
- Nie, za mała. To chyba smuga z paleniska.
- Czyli w pobliżu jest jakiś człowiek… Idziemy?
- Idziemy. Zjadłbym pieczonego dzika.
Ruszyli w stronę dymu. Na brzegu jeziora ujrzeli chatę otoczoną płotem z konarów drzew. Usłyszeli kobiecy śpiew. Śpiewały dwie osoby. Kiedy skończyły, nasi wojowie zaśpiewali też. Po chwili z chaty wyszedł starszy mężczyzna.
- Kto wy?
- My z bitwy – odpowiedział Janek.
- Przyszliście się tu bić?
- Nie, właśnie nie chcemy się bić. Jesteśmy do świata nastawieni pokojowo – wyjaśnił Hans.
- To zachodźcie. Właśnie pieczemy dzika.
Tak oto uciekinierzy zasiedli w kręgu rodziny z przygranicza, która też była przyjaźnie nastawiona do wszelkich przybyszy. Okazało się, że śpiewały dwie córki gospodarza. Oczywiście zakochały się z wzajemnością w wojennych przybyszach. Młodzi wybudowali swoje chaty. Potem ich dzieci wybudowały swoje i taki był początek wsi Gądno….”
czerwiec 2024
Władek przerwał opowieść. Zaschło mu w gardle. Otworzył butelkę. Dokończył:
- Stoimy właśnie w miejscu, gdzie prawdopodobnie były pierwsze domostwa wojów spod Cedyni.
Westchnął, bo nie wiedział, czy jego opowieść, chociaż w szczątkowej formie, pozostanie w pamięci zwiedzających zamek. Nie lubił takich pseudoturystycznych grup. Uczniowie klasy ósmej. Kończą podstawówkę i myślą, że są już dorośli i wszystko im wolno. Na szkolne wycieczki jeżdżą po to, by narozrabiać, a nie poznać historię własnego kraju. Ale co zrobić, taka praca. Władek był przewodnikiem i musiał robić to, za co mu płacono.
- Są pytania? – zapytał z nadzieją, że żadnych nie będzie.
- To oni tak tylko między sobą się rozmnażali? – próbował zadrwić sobie jeden z uczniów.
- Kowalski! Uspokój się! – syknęła nauczycielka. Przed udzieleniem odpowiedzi Władek łyknął wody z butelki.
- Nad jezioro trafiali inni przybysze. W Cedyni mieszkało plemię Licikawików, dalej inne słowiańskie i germańskie plemiona. Przybywali i osiedlali się.
- Bo dziewczyny były seksi?
- Nowak! Uspokój się! – znowu nauczycielka.
Znowu łyk wody.
- Bo były gospodarne, pracowite, wierne.
- Jasne, facetom tylko wojny i bijatyki były w głowie, a kobiety zasuwały jak niewolnice. Harowały, rodziły dzieci, żeby te osady były coraz większe – zabrzmiał dziewczęcy głos.
- Jankowska! Uspokój się.
Jankowska wzruszyła ramionami.
- A dlaczego ten pałac ciągle jest w ruinie? Nie można go odbudować? Jakieś środki unijne zdobyć na ratowanie zabytków? O jakąś dotację się postarać? – odezwał się wreszcie klasowy prymus, którego Władek rozpoznał po nienagannie wyprasowanej koszuli z krótkim rękawem. „Choroba, żelazko na wycieczce ze sobą chyba wozi”- pomyślał. Ale był wreszcie zadowolony z pytania. Nauczycielka też.
- Pałacem zajmują się ludzi, którzy chcą go przywrócić do dawnej świetności. Sprzątają. Zabezpieczają znaleziska. Dbają o zieleń wokół niego. Oczywiście, że starają się o dotacje, środki unijne. Ale to nie wystarcza. Na to trzeba milionów. Dlatego bardzo się staramy, żeby przyjeżdżali tu turyści, oglądali. Być może znajdą się inwestorzy. Opowiedzcie o naszym pałacu w swojej miejscowości… może ktoś jeszcze przyjedzie… może zainwestuje…
Tą przemową Władek kończył zawsze oprowadzanie wycieczek. Miał nadzieję, że teraz też będzie koniec.
- Dziękuję wam bardzo za wysłuchanie – dodał.
- Ósma C! Podziękować!
Zgodnie z poleceniem nauczycielki ósma C ryknęła:
- DZI-Ę-K-U-J-E -M-Y!
- A teraz pół godziny wolnego. Spotykamy się przy autokarze.
Klasa rozbiegła się zgodnie ze starym zwyczajem, panowie na lewo, panie na prawo.
„Dlaczego nie chcą korzystać z toy toyek? Zawsze wybierają las…” - tradycyjnie przebiegło Władkowi przez myśl.
Postał parę minut i udał się w stronę ruin dawnego pałacu. Wyjął elektronicznego papierosa, włożył do niego wkład. Wszedł do jednego z pomieszczeń. Ponoć alkowa czyli sypialnia. W rogu pomieszczenia zobaczył dwóch chłopaków z wycieczki.
- A wy co tu robicie? Czemu nie w krzakach?
- Las mamy podpalić? – sarkastycznie odpowiedział Nowak.
Ósmoklasiści trzymali w dłoniach papierosy. Normalne.
- Tu nie wolno palić.
- A co, cegły podpalimy? Zresztą pan też pali – zauważyła Kowalski.
- Ja bez ognia.
- I truje się pan bardziej niż my. My, swoje fajki robimy sami, z czystego tytoniu. A pan wdycha plastik i całą tablicę Mendelejewa – Nowak mocno się zaciągnął i wypuścił kłęby dymy.
Władek westchnął. Był tylko dziesięć lat od nich starszy. Palić zaczął w ich wieku. Poza tym zmęczenie po oprowadzeniu kilku wycieczek dało znać o sobie.
- A tak w ogóle to ile lat zamierzacie te ruiny odbudowywać?
- Widzisz Nowak, na to nie ma prostej odpowiedzi. Gdyby była forsa, to robota poszłaby szybko…
- Bo powinniście zagrać w jakąś grę liczbową. I to wtedy jak jest kumulacja. Wygracie te kilkadziesiąt milionów i ruszacie z robotą.
Kowalski potwierdził słowa kolegi.
Postali jeszcze trochę. Popalili. Wypalili.
- Chce pan miętusa? – zapytali przewodnika wyciągając z kieszeni cukierki.
- Nie. Ja nie muszę się kryć z paleniem.
- Jasne. No to do widzenia – rzucił na odchodne Kowalski.
- I niech pan rzuci ten plastik. Niezdrowo. I niech pan pamięta – tylko gra liczbowa! – dorzucił Nowak.
Władek westchnął. Spojrzał na swego papierosa. „Małolaty mają rację… gra liczbowa… Może wyślemy wspólnie całą gądnowską ekipą jakiś kupon…”
czerwiec 2044
Wyłożony ekologiczną kostką parking pełen był samochodów. Jak to w sezonie letnim bywa. Turyści przyjeżdżali, by nacieszyć oczy widokiem pięknego, odbudowanego zabytku z XIX wieku, odetchnąć świeżym powietrzem i wykąpać się w nieskazitelnie czystym jeziorze Morzycko. Bogatsi wynajmowali ekskluzywne pokoje w pałacu, w jego części hotelowej. Miłośnicy karawaningu mogli zaparkować swe kampery i przyczepy nad brzegiem jeziora, a pozostali korzystali z wybudowanego w pobliżu hostelu.
Władek, a właściwie już Władysław, nadal oprowadzał turystów po pałacu i okolicy.
- …. „Tak oto uciekinierzy zasiedli w kręgu rodziny z przygranicza, która też była przyjaźnie nastawiona do wszelkich przybyszy. Okazało się, że śpiewały dwie córki gospodarza. Oczywiście zakochały się z wzajemnością w wojennych przybyszach. Młodzi wybudowali swoje chaty. Potem ich dzieci wybudowały swoje i taki był początek wsi Gądno….” – zakończył swą opowieść za murami pałacu. Ale jeszcze nie skończył.
- Teraz znajdujemy się w niezwykłym miejscu. Teren jest oznakowany i ogrodzony. Za ogrodzeniem znajdują się stanowiska archeologiczne. Przygotowując kolejne miejsce dla zmotoryzowanych turystów, odkryliśmy szczątki osady sprzed ponad tysiąca lat. Gównie urny z prochami, naczynia kuchenne, damskie ozdoby. Ale przed wszystkim szczątki dwóch mieczy. Historycy stwierdzili, iż mogą to być miecze dawnych wojów. I co szczególe - były to dwa różne miecze, wykonane inaczej, z innymi elementami zdobień.
- Czyżby były to miecze tych dwóch żołnierzy spod Cedyni? – zapytał z uśmiechem turysta wyglądający na biznesmena, bo w koszuli z krótkim rękawem, ale pod krawatem.
Władysław też się uśmiechnął:
- Wszystko możliwe. W każdej legendzie jest odrobina prawdy. Szukamy dalej. Czy mają państwo jeszcze jakieś pytania?
Drugi z biznesmenów, też w koszuli z krótkim rękawem, ale pod krawatem, zapytał:
- Byliśmy tu z kolegą dwadzieścia lat temu i oglądaliśmy ruinę. Jak to się stało, że w ciągu tego czasu uczynili państwo z pałacu w Gądnie jedną z największych atrakcji turystycznych w regionie?
- Och, piękna historia! – Władysław uśmiechnął się jeszcze mocniej – Kiedyś trafiła mi się wycieczka nieznośnych nastolatków. Dwóch z nich poszło w ruiny zapalić. Przyłapałem ich. Ale niewiele mogłem zrobić, bo sam paliłem. Pogadaliśmy trochę i oni powiedzieli, żeby ludzie zajmujący się pałacem zagrali wspólnie w grę liczbową. Zagraliśmy. Była akurat wielka kumulacja. Wygraliśmy. Całą wygrana poszła na remont. Teraz szukamy sponsorów dla archeologów… jeśli ktoś z państwa chciałby zainwestować…
Turyści uśmiechnęli się.
- Żegnam państwa i życzę miłego pobytu. Proszę pamiętać o segregacji śmieci.
Wszyscy rozeszli się. No nie, nie wszyscy. Pozostało dwóch biznesmenów. „Czyżby przyszli inwestorzy?” – zaświtało przewodnikowi w głowie.
- Oczywiście pan nas nie poznaje? – zagadnął niższy.
- Nie... Tyle wycieczek…
- To my paliliśmy papierosy w alkowie dwadzieścia lat temu – oznajmił wyższy – Jak widać posłuchał pan nas i zagraliście…
- Pan Nowak?
- Nie, ja jestem Nowak – niższy podał Władysławowi rękę.
- A ja Kowalski. Właściwie to przyjechaliśmy tu w interesach.
- Ale jakie interesy można tu prowadzić? – zapytał zaciekawiony Władysław – Tu można jedynie inwestować.
- Inwestycja jest interesem. Na terenie województwa zachodniopomorskiego nie mamy naszych placówek, a przydałyby się. Właśnie jeździmy i nawiązujemy kontakty, sprawdzamy miejsca i możliwości – wyjaśnił Kowalski.
- Ale my nie chcemy tu żadnej fabryki… - lekko zaprotestował przewodnik.
Biznesmeni zaśmiali się.
- Fabrykę to już mamy. Właściwie przetwórnię.
- Warzyw? – zapytał Nowaka zaciekawiony Władysław.
- Nie. Plastiku. Zbieramy stary plastik i przerabiamy na nowy. Po prostu recykling.
- Ta słynna firma „Nowak and Kowalski” to wy?
- To my panie Władku, to my. Nigdy nie lubiliśmy plastiku. Ale niestety, świat go pokochał. Więc postanowiliśmy go przerabiać. Zauważyliśmy, że tu ludzie bardzo dobrze segregują śmieci, ale większość niestety trafia na wysypisko. Chcemy wejść w te śmieci, odbierać i przerabiać.
- Oczywiście nie od pana to zależy – kontynuował Kowalski – Będziemy rozmawiać z tutejszymi władzami. Przedstawimy projekty, plany… edukacja ekologiczna w szkołach, konkursy dla dzieci… i takie inne… I najważniejsze – sfinansujemy te badania archeologiczne. Wybudujemy jakiś dom dla tych naukowców, bo teraz gnieżdżą się w namiotach jak w czasach tej bitwy pod Cedynią.
- A obok ich stanowisk postawimy naszą reklamę „Wykopaliska sponsoruje „Nowak and Kowalski – Oddaj nam swój plastik”…
Władysław zamknął oczy. Ujrzał Janka, Hansa ich żony i dzieci krzątające się przy gospodarstwie. Z lasu wyszła niedźwiedzia rodzina. Obok wyskoczył zając. W barci pracowały pszczoły, a bocian uczył swoje młode latać. Babcia zrywała jagody, a dziadek oglądał miecze przyniesione przez wojów spod Cedyni…
- Rzucił pan palenie? – wyrwało go z bajecznych myśli pytanie Nowaka.
- Jasne. Już dawno nie palę.
- My też rzuciliśmy. Szkoda zdrowia.
"50 TWARZY KORONAWIRUSA" - relacja na żywo z przedziwnych czasów! (czytaj w pdf).
(opowiadanie zajęło pierwsze miejsce w "Konkursie na powiastkę/bajkę filozoficzną dla dzieci i młodzieży zorganizowanym przez ODN w Poznaniu w 2024 roku")
Dawno temu, może za górami i za lasami, ale na pewno przy ujściu rzeki Kaystros do Morza Egejskiego, leżało miasto Efez. Mówiono, że założycielem miasta był Androklos, syn ateńskiego króla Kodrosa. Ów królewicz wyruszył na wyprawę wojenną, ale wcześniej wyrocznia przepowiedział mu, że założy swoje miasto w miejscu, gdzie spotka rybę i dzika. I właśnie nad Kaystros spotkał rybaków piekących ryby. Jedna z ryb wpadła do ogniska. Iskry zapaliły pobliskie krzaki, a ogień wypłoszył z nich dzika. Właśnie w tym miejscu, na północnym zboczu góry Pion, powstało miasto nazwane Efezem. W tym też mieście, pięćset lat przed naszą erą, urodził się Heraklit, mędrzec i filozof.
Kto to filozof i co to filozofia...?
(opowiadanie otrzymało wyróżnienie w III edycji Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego Magia Futura w Krakowie w 2024 roku)
(opowiadanie otrzymało wyróżnienie w IV Edycji Konkursu Literackiego Pałac w Gądnie w 2023 roku, znajduje się w pokonkursowym wydawnictwie e-booka oraz na stronie
https://www.facebook.com/photo?fbid=774944041397427&set=a.517913603767140 )
(opowiadanie ukazało się w książce "Opowiedz o samotności", która ukazała się nakładem CD Media Poznań 2024 ISBN 978-83-951404-9-5)