sowie

Basket and witches czyli sposób na uratowanie polskiej koszykówki

Ostatnio komentowane
Publikowane na tym serwisie komentarze są tylko i wyłącznie osobistymi opiniami użytkowników. Serwis nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za ich treść. Użytkownik jest świadomy, iż w komentarzach nie może znaleźć się treść zabroniona przez prawo.
Data newsa: 2012-05-11 09:24

Ostatni komentarz: Zostały tylko wspomnienia i wiara że tu wrócimy piłkarze i kibice jak zadawanych lat.
dodany: 2019.05.25 12:46:39
przez: Paulo7860
czytaj więcej
Data newsa: 2011-05-15 20:15

Ostatni komentarz: Boże, który mieszkasz w Wałbrzychu.............

Wspaniałe!!!
dodany: 2019.03.20 19:01:12
przez: Darek
czytaj więcej
Data newsa: 2016-09-13 16:01

Ostatni komentarz: Super! Bardzo miło się czyta
dodany: 2017.01.06 22:01:25
przez: Jan
czytaj więcej
Data newsa: 2011-10-13 14:20

Ostatni komentarz: Witam.Oczywiscie znam te podpisy na kartce: od gory
7.Leon Klonowski
4.Janusz Lewandowski
9.Mieczyslaw Zenfle
13.Boguslaw Rutecki
10.Jacek Grodecki.
Pozdrawiam .
dodany: 2016.07.29 15:38:52
przez: Jacek Grodecki
czytaj więcej
Data newsa: 2013-04-05 13:18

Ostatni komentarz: Historia jedna z wielu ale prawdziwa.
Panowie w pewnym wieku szukają
gosposi i pielęgniarki.
dodany: 2015.10.02 15:09:05
przez: stokrotka
czytaj więcej
Data newsa: 2012-01-19 11:51

Ostatni komentarz: Ten mail dotarł do mnie na pocztę... autor wyraził zgodę na umieszczenie go wśród komentarzy... co tez czynię
„Dzień dobry Pani Grażyno
Przypadkiem natrafiłem w sieci na Pani teksty dotyczące koszykarzy Górnika Wałbrzych z lat 70-tych. Bardzo mnie to zainteresowało, bo wtedy to byli także moi idole. Sam wówczas też byłem kibicem tego klubu, może bardziej piłkarzy niż koszykarzy, z prostego względu - ojciec był zapalonym kibicem kopanej i chcąc nie chcąc ja też nim zostałem. Nie mieszkałem w Wałbrzychu lecz w Boguszowie. Pierwszą wizytę na stadionie na Nowym Mieście zaliczyłem gdzieś w połowie lat 60-tych, oczywiście pod opieką ojca. Wkrótce też chodziliśmy razem na Zagłębie, które akurat awansowało do pierwszej ligi i możliwość obejrzenia znanych z tv piłkarzy Legii i Górnika Zabrze była na tyle nęcąca, że pomimo kibicowania Górnikowi, odwiedzaliśmy też stadion na Ratuszowej.
Na meczach kosza przy Placu Teatralnym regularnie zacząłem bywać dopiero w 1974 roku, gdy poszedłem do liceum na Sobięcinie. Zawodnikami Górnika, których pamiętam, byli wtedy Zenfler, Krzesiak, rozgrywający Domaradzki z charakterystycznie przechyloną głową, Ignaczak i młodzi Zenon Kozłowski oraz przyszła gwiazda Mieczysław Młynarski. Potem doszedł jeszcze Tadeusz Reschke (wydaje mi się że miał dwóch braci też koszykarzy) i Wojciech Krzykała.
Przez całą średnią szkołę regularnie odwiedzałem halę Górnika i stadiony na Nowym Mieście (do góry przez Park Sobieskiego) i na Białym Kamieniu (często pieszo z Sobięcina) Były to naprawdę dla mnie niezapomniane chwile. To brzmi oklepanie, ale te obiekty wtedy żyły na pełny gaz. Widok pełnych trybun dawał niesamowitego kopa, a po bilety na halę ustawiał się potężne kolejki i naprawdę nie dla wszystkich starczało.
W 1978 roku wyjechałem na studia do Trójmiasta i tu pozostaję do dzisiaj. Niemniej jednak przez wiele lat gdy koszykarze Górnika przyjeżdżali na mecze do Wybrzeża byłem tam stałym gościem i jednym z nielicznych ich kibiców.
Pani historia dotycząca spotkań z nieżyjącym Januszem Krzesiakiem wywołała u mnie jakieś reminiscencje, wydaje mi się że był on mężem mojej nauczycielki z podstawówki w Boguszowie?
Cieszę się, że mogłem przeczytać o Pani przeżyciach związanych z Górnikiem, odświeżyłem swoje wspomnienia, zrozumiałem jak tamte rzeczy były dla mnie ważne i jak wiele dla mnie znaczą do dziś.
Serdecznie pozdrawiam
Andrzej Szatkowski Gdynia.”

dodany: 2015.03.09 14:08:20
przez: Andrzej Gdynia
czytaj więcej
Data newsa: 2012-07-08 11:26

Ostatni komentarz: Zgadza się wszystko co napisała autorka.Zresztą -mieszkaliśmy na tym samym podwórku.Górnik Wałbrzych to było kiedyś (niestety dawno,dawno temu) COŚ dla Wałbrzycha .Piłka nożna,lekkoatletyka,kolarstwo, ,koszykówka,biathlon i jeszcze inne dyscypliny sportowe.Stadion tętnił życiem.Na mecze przychodziło tysiące ludzi.Tak,tak,pamiętam mecze 1 ligi.Szacowano że było na nich około 35-40 tysięcy widzów.Tak jak wcześniej opisano,kibice byli wszędzie.Na drzewach, dachach,w oknach pobliskiego szpitala,część stała na koronie stadionu,szał!!!.Przychodziły całe rodziny niejednokrotnie z maleńkimi dziećmi.Nikt się wtedy nie obawiał, że może być jakaś "zadyma".Owszem pamiętam były i "środki dopingujące"-flaszeczka robiona pod ławką.Wszystko jednak z kulturą .Obiekt (zespół obiektów)zniknął z powierzchni tego miasta.To co pozostało -murawa, jest obecnie staraniem grupy zapaleńców wykorzystywane (na szczęście) do meczów i treningów tej grupki ludzi.Chwała im za to!.Basen przestał istnieć(podobnie jak pozostałe trzy obiekty -Podgórze,Szczawienko,Szczawno Zdrój oraz kryty basen na ul.Małej.
Kolarstwo. Wyścigi odbywały się na trasie ulicami Lotników,Batorego,Namysłowskiego,Ogińskiego,Olimpijska.To była taka pętla.Wyścig Pokoju miał zakończenie na stadionie Górnika (jeden raz).
Tak,ten obiekt i ten klub na trwałe wpisał się w historii tego miasta -Wałbrzycha .
Niestety nie ma możliwości dodania fotek,ale może wspólnymi siłami z autorką ... ?
Tak,DAWNYCH WSPOMNIEŃ CZAR .
Tylko dlaczego tylko wspomnień ????
dodany: 2013.06.03 12:05:46
przez: ZIOMAL .
czytaj więcej
Kobiecy Power - część 4
2009-11-26 14:39


Kobiety na tronie czyli ostrzeżenie

W zasadzie kobiety nigdy nie pchały się do polityki czyli pozornej władzy na Ziemi. Przez otwory w szałasach (nazwane potem oknami) przyglądały się poczynaniom byłych jaskiniowców walczących o władzę. Patrzyły na intrygi, szpiegostwo i korupcję, które zapewniały bardziej mężczyznom zdobycie korony. Panowie zdobywali ją również dzięki wojnom, na których część ludzkości traciła życie. Niewiasty, których podstawową misją jest utrzymanie rodzaju ludzkiego na planecie Ziemia, wolały nie mieszać się w brudne machlojki swych mężów. Próbowały im tłumaczyć, że walka o władzę to zło. Cóż, facet zawsze kierował się instynktami biologicznymi. Walczył o byt i walczył o przywództwo w stadzie. Dlaczego kobiety nie walczyły o pokój na świecie męskimi metodami?


Przyczyny, jak zwykle w postępowaniu pań, proste i logiczne. Po pierwsze zbrojna walka o pokój to nonsens. Po drugie - do rozmnażania potrzebna jest komórka jajowa i plemnik. Kobieta ma jedną komórkę średnio raz w miesiącu, mężczyzna produkuje plemniki na zawołanie. Pozornie wydawałoby się, że facet może więcej. Prawda jest jednak inna. Otóż jedna kobieta może średnio w roku urodzić jedno dziecko. Natomiast każdy neandertalczyk w tym samym czasie może zrobić cały legion noworodków. Kobieta jest bezapelacyjnie cenniejsza w utrzymaniu życia na Ziemi niż mężczyzna. Na grupę kobiet wystarczy jeden osobnik męski, aby ludzie nie wyginęli. Dlatego też panie nie garnęły się do władzy. Musiałyby niszczyć siebie wzajemnie, jak to robili mężczyźni, a wtedy ludzkości groziłoby wymarcie. Jednak kiedy panowie przeginali, mówiły „Stop”. Siadały na tronie i demonstrowały wszechwładnym oligarchom co stworzyli. I to w podwójnym wydaniu. Pokazały im ich własne wizerunki. Spokojna argumentacja, słowa o pokojowym współistnieniu wszystkich ludzi do osiłków nie docierały. Trzeba było od czasu do czasu nimi wstrząsnąć. Celem nie była zmiana świata na lepszy, kobiecy. Celem było pokazanie zła, stworzonego przez wątpliwej jakości rodzaj gramatyczny.
Takiego wstrząsu niewątpliwie doznali Anglicy, kiedy ich ukochany król Henryk VIII zakochał się w Annie Boleyn i zerwał wszelkie kontakty z Watykanem. Oznaczało to powołanie do życia Kościoła Anglikańskiego. Ania, za sprawą męskich doradców króla, co prawda została potem pozbawiona głowy, ale wcześniej zdążyła urodzić córkę, której dano na imię Elżbieta (1533-1603). I ta właśnie Elka stała się potężną królową (niektórzy uważają, że najpotężniejszą) równie potężnego państwa.
Gdy umarł jej ojciec, w kraju panował totalny bajzel, spowodowany podziałami religijnymi. Jedni chcieli ponownie do Watykanu, drugim w smak był kościół narodowy, podporządkowany jedynie władcy państwa. Po śmierci swej przyrodniej siostry Marii, Ela postanowiła wprowadzić porządek. Poszła śladem tatusia i oznajmiła, że będzie tylko jeden kościół – anglikański. Postąpiła zatem jak wielki król Heniek czyli faceci powinni być zadowoleni. Nic z tego. Katoliccy lordowie nie mogli przeboleć, że włada nimi kobieta i wywołali bunt. Byli na pewno bardzo zdziwieni, kiedy stwierdzili, że nie udało im się przejąć władzy. Na Elżbietę nie podziałała również ekskomunika rzucona przez papieża Piusa V w 1570 roku. Słowem, olała wszystkich i nadal budowała potęgę swego państwa. Tak jak to zwykli robić władcy w linii męskiej, tyle, że jeszcze bardziej agresywnie. Po drodze kazała ściąć Marię Stuart. Pewnie dlatego, że trzymała z facetami krwi hiszpańskiej. Elka nie trzymała z żadnymi, ona ich po prostu wykorzystywała. Rozpoczęła wojnę z Hiszpanami. O nie, sama nie walczyła. Od czego byli zaprawieni w bojach między sobą mężczyźni. Niech się nadal tłuką. Przecież to uwielbiają. Na stanowiska doradców wybrała też mężczyzn, głównie pomagał jej niejaki Cecil. Odciążyła w ten sposób inne kobiety od brudnej polityki. Obowiązek wstrząśnięcia rodzajem męskim wzięła na własne barki. Wspomagała słowem i królewską kasą piratów, takich jak Drake, Hawkins i inni, w ich korsarskich akcjach przeciwko Hiszpanom. Byli tacy, którzy sprzeciwiali się praktycznie jawnemu popieraniu pirackich statków. Królowa nie liczyła się z ich zdaniem. Wydawało się, że poprzez swe czyny mówi:” Patrzcie, to was wymysł. Po cichu zawsze wspieraliście działania osobników waszej płci. Wtedy to było dobre, a teraz jeśli robi to kobieta jest złe?”. W 1588 roku kierowani przez Elę Anglicy pokonali hiszpańską Niezwyciężoną Armadę. Królowa wspierała również walczących z jej wrogiem powstańców niderlandzkich i Henryka IV – króla Francji.
Z Anglii uczyniła jedno z najpotężniejszych państw w Europie. Oprócz uczynienia z niej potęgi, przyczyniła się do rozwoju kultury w swoim kraju. Czy ktoś nie wie, kto to Szekspir? Żył i tworzył za czasów panowania Elki.
Ta zaś umarła bezpotomnie. Nic dziwnego. Przejęła rolę męską i postępowała jak męski władca. Nie miała czasu na zajmowanie się wychowaniem potomstwa. A skoro nie miała czasu, nie postarała się o nie. Zupełnie inaczej niż faceci.
Ci nie zwracają uwagi, czy dadzą radę wychować spłodzone przez siebie dzieci, czy nie. Ten problem zostawiają matkom. Wpadają do domu podczas przerwy między czytaniem ustawy o zmianie wysokości zasiłków rodzinnych a zatwierdzeniem ustawy o skróceniu urlopów macierzyńskich, robią noworodka i wracają, aby uchwalić ustawę o zamrożeniu podwyżek pensji dla nauczycieli (czytaj „nauczycielek” – to zawód praktycznie sfeminizowany). Co innego czująca odpowiedzialność za byt ludzi na Ziemi królowa Elżbieta.
Zademonstrowała mężczyznom prawdziwą kobiecą siłę. Rządziła znakomicie wykorzystując facetów, pokonywała wrogów planując i wskazując palcem wykonawców swej woli. Mężczyźni byli na pewno zaszokowani postawą przedstawicielki płci żeńskiej, którą uważali za słabszą. Wstrząsem była również ostatnia decyzja królowej. Otóż na swego następcę Ela wyznaczyła syna Marii Stuart – Jakuba. Najpierw ścinać głowę matce, a potem faworyzować jej potomstwo? Tego żaden facet nie zrozumie. Elżbieta zdawała sobie sprawę, że również Maria współuczestniczyła w procesie pokazywania mężczyznom ich własnego katowskiego oblicza (to oni wymyślili topór). Żadnego z nich nie stać byłoby na gest, jaki uczyniła wielka królowa.
Rządy angielskiej królowej były policzkiem wymierzonym w męskich władców. Trochę spasowali w swych dążeniach do hegemonii we wszechświecie. Zaczęli ruszać głową, zamiast tylko mięśniami, zwłaszcza jednym. Nie do wszystkich to jednak dotarło. W odległych krańcach Europy panowie panoszyli się jak stada dzikich zwierząt. Na ich nieszczęście w Rosji pojawiła się księżna Sophie Auguste Anhalt-Zerbst czyli po prostu – Katarzyna II.
Ta dopiero pokazała facetom, co może kobieta. Zosia, która potem przemianowała się na Kaśkę, poślubiła niejakiego Piotrka Ulryka, który został carem w 1762 roku. Niedługo jednak cieszył się z nazwy Piotr III. Tuż po objęciu przez niego tronu Zośka zorganizowała akcję, w wyniku której Piotrka zrzucono z carskiego krzesła i zabito. Tym sposobem nowa caryca Rosji zemściła się na rodzaju męskim za zabicie Anny Boleyn. Aby to osiągnąć, musiała rzecz jasna zdobyć przychylność osiłków. I zdobyła. Do dziś jest bohaterką filmów, które mogą oglądać jedynie dorośli lub takich, których oglądanie jest moralnie zabronione. Katarzyna osłoniła przed rodzajem męskim jego najsłabszą stronę – popęd seksualny. Osobniki owej płci próbowali jak już wiadomo, zakryć ciało kobiece, by uniknąć pokus, a w rzeczywistości korzystali z nich ile tylko mieli sił w wiadomym organie. Tradycyjnie zachowywali pozory, tym razem moralności. Caryca skrzętnie wykorzystała tę hipokryzję. Postanowiła odsłonić się, ale tylko przed tymi, którzy jej odpowiadali. Legendy o witalności rosyjskiej władczyni na pewno są potężniejsze niż to było w rzeczywistości. Jak by jednak na Kasię nie patrzeć, stała się postrachem mężczyzn. Ponoć zapraszała ich na swoje pokoje, a jeśli któryś jej nie dogodził, wysyłała, gdzie pieprz rośnie lub do zaświatów. Czy była to prawda, czy nie, to nie istotne. Najważniejszy cel Kaśka osiągnęła – mężczyźni zaczęli się jej bać. Okazało się bowiem, że wcale nie są tacy silni jak sądzili, a ich możliwości seksualne są o wiele mniejsze niż sami przypuszczali. To musiał być wstrząs. Do dzisiaj panowie mają kompleks carycy i więcej mówią niż robią.
Erotoman-gawędziarz to najczęściej spotykany typ byłego jaskiniowca w obecnych czasach. Nie przyjmuje do wiadomości, że ostatnie badania męskiej witalności wskazują, iż jest z nią coraz gorzej. A to męczy prostata, a to kłopoty w pracy, a to znowu rząd źle rządzi, Rada Gospodarki Pieniężnej nie podwyższa (lub nie obniża – wybrać w zależności od aktualnej sytuacji) stóp procentowych. Jeśli dorzucimy do tego złe oceny dzieci w szkole, wyładowany do cna akumulator w samochodzie, łyse opony i brak zwycięstw piłkarskiej drużyny, otrzymamy zestaw praktycznie wszystkich nocnych odpowiedzi męża na pytanie żony „Dlaczego nie możesz?”. Tymczasem kobieta może praktycznie zawsze. Kto jest lepszy w łóżku? Pytanie retoryczne.
Jedna z legend o carycy Katarzynie, wykorzystywana w filmach dla dorosłych, przedstawia ją jako gwałcicielkę. Zdarzało się, że któryś z wybranych przez nią byczków nie chciał wykonać stojącego przed nim zadania. Wsadzała go wtedy ponoć do więzienia, kazała przykuć łańcuchami do ściany, odczekała kilka dni, by nabrał witalności i ...robiła swoje. Biedak przyciśnięty do muru wrzeszczał, że nie chce, ale nie mógł sobie poradzić z własnym interesem. (Jak widać facet nie panuje nad swoim organizmem.) W ten sposób Kaśka mściła się za gwałcone w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości niewiasty. Zmuszanie kobiet siłą do współżycia było przez setki lat na porządku dziennym. Władczyni Rosji poprzez swoją działalność pragnęła uświadomić facetom co znaczy brać kogoś siłą.
Biedni bojarzy i pozostali poddani Jej Carskiej Wysokości byli, jak pokazuje historia, tak mocno przestraszeni, że pozwalali carycy na wszystko. Katarzyna zabrała się ostro do władzy. Doprowadziła do perfekcji rosyjskie państwo absolutystyczne, wspierała szlachtę, tępiła mieszkańców wsi. (Widocznie słowo „chłop” traktowała jako wyraz bliskoznaczny do „mężczyzna”. Pojęcia „rolnik” jeszcze nie znano.) Nadawała przywileje komu chciała i ile chciała. Za mało jej było miejsca w Rosji, no to zainteresowała się Polską. Na tronie polskim osadziła Stanisława Augusta Poniatowskiego, który był ponoć jednym z jej faworytów (fajna nazwa dla kochanka). Staś z radością przyjął nowe obowiązki wyznaczone przez władczynię. Siły witalne już go opuszczały i w Polsce oddał się literaturze i sztuce. Próbował nawet zreformować nasz kraj, co mu się nie udało, bo caryca powiedziała „dość”. Ponownie mężczyzna przegrał z kobietą.
Katarzyna II była poważnym ostrzeżeniem dla mężczyzn. Pokazała, że nawet nie mając fizycznej siły, można podporządkować sobie każdego. Muskulatura to drobiazg w porównaniu z przemyślanym i planowanym działaniem.
Z tego też powodu męskie indywidua rzadko kiedy powierzały rządy kobietom. W dwudziestym wieku ich fizyczna siła osłabła i kobieta na tronie czyli sprawująca rządy pojawiała się coraz częściej. Nadal wysyłała ostrzeżenia i jej panowanie było o wiele ostrzejsze niż mężczyzn. Rządami silnej ręki wsławiła Magaret Hilda Thatcher (ur. 1925) – pierwsza w historii Wielkiej Brytanii damska premier (lata 1979-1990). Z wykształcenia była prawnikiem i chemikiem (patrz – Maria Skłodowska-Curie!). Zasiadając w fotelu premiera pokazała jak należy rządzić, żeby się nie przemęczać. Do tego nie tworzyła pozorów, jak to zwykli robić faceci. A tak naprawdę dała im pole do popisu. Chcieliście zawsze być najmądrzejsi, to bierzcie interes w swoje ręce. Państwo jako państwo wcale nie musi zajmować się całością gospodarki i wszystkim po kolei. Trzeba ograniczyć jego ingerencję w jej funkcjonowanie i rozwijać prywatną inicjatywę. Do tego bezwzględnie kontrolować tzw. wydatki publiczne i ograniczyć socjalne. W końcu to mężczyźni zawsze uważali się za głowy rodzin, niech zatem te rodziny utrzymują, a nie liczą na państwowy garnuszek. Oczywiście zarządzający związkami zawodowymi goście protestowali. Nic z tego. Margaret nie dała się i ograniczyła znacznie wpływy tej organizacji na losy państwa. Zabrała się też za oświatę, teatry, szpitale. Niech sobie radzą w gospodarce wolnorynkowej. Kiedy Argentyna zaatakowała należące do Wielkiej Brytanii Falklandy, Maggi odpowiedziała też atakiem i była wojna. Niektórym to zupełnie się nie podobało, ale premier w spódnicy wcale się tym nie przejmowała. Kierowane przez nią państwo stało się bardzo silne na arenie międzynarodowej. I o to jej chodziło. Nie przejęła się też faktem, że w 1990 roku musiała ustąpić z urzędu premiera. Wkrótce powołano ją do Izby Lordów, doceniając sposób rządzenia i promowania państwa. A dlaczego musiała zrezygnować?
Cóż, pokazała mężczyznom, jak jej poprzedniczki na tronach, ich prawdziwe oblicze – bezwzględne, bezlitosne i bezpardonowe. Opanowali się. Póżniejszy premier Wielkiej Brytanii Tony Blair to uosobienie dobroci, serdeczności i przyjaciel domowego ogniska. Kiedy urodziło mu się kolejne dziecko, w przeciwieństwie do innych ojców, okazał swą radość publicznie i docenił trud małżonki włożony w ciążę i poród. Znając charakterek mężczyzn, być może są to tylko pozory, ale już zdecydowanie bliższe postawie, jaką powinien reprezentować w dzisiejszych czasach tzw. prawdziwy mężczyzna.
Margaret doczekała się pseudonimu. Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy jej twardej polityki nazywali ją Żelazną Damą. Taka też była – odporna, nieugięta, zahartowana. Taka jaka jest kobieta.
Historia tworzona przez potomków neandertalczyka uodporniła pozornie słabą niewiastę na męską próżność, pychę i zarozumialstwo. Dzięki ciągłemu dążeniu owej płci do ograniczenia roli kobiety w świecie, każda z nich zahartowała się na męskie przekręty, kombinacje, korupcje, malwersacje i wrodzoną skłonność do bijatyki. Wyciągnęła z tego podstawowy wniosek. Nie warto walczyć z dyskryminacją męskimi metodami, trzeba zastosować inne.
Natura kobiety jest zdecydowanie pacyfistyczna. Wojna zabija życie dane przez kobietę. Matka nie może zatem tego życia odbierać. Historia walki o prawa dla płci pięknej to historia pacyfistek.
Na przełomie XIX/XX wieku panie postanowiły stopniowo brać świat w swoje ręce. W drugiej połowie XIX wieku w USA i Wielkiej Brytanii narodziły się sufrażystki, czyli kobiety, które postanowiły walczyć o prawo do głosowania, czyli wybierania władz. (Słowo sufrażystki pochodzi od angielskiego „suffrage – głosowanie, prawo głosu). Mężczyźni z uporem godnym lepszej sprawy nie pozwalali paniom wybierać głowy państwa czy też wsi. Paraliżował ich strach. Doskonale wiedzieli, że jeśli kobiety wezmą udział w demokratycznych wyborach, będzie to początek ich końca. Wiadomo jednak, że kobieta cierpliwa jest i swego dopnie. Jeszcze zanim skończył się wiek XIX w kilku stanach USA oraz w Nowej Zelandii panie mogły już wybierać. W Europie pierwszymi kobietami, które poszły do wyborów były Finki (1906). Pełne prawo do postawienia na liście wyborczej krzyżyka Amerykanki uzyskały w 1919 roku, zaś Brytyjki – w 1928. A co jest w tym najciekawsze i potwierdza pacyfistyczny charakter kobiety to fakt, iż walkę o prawa wyborcze sufrażystki zawiesiły w momencie wybuchu I wojny światowej. Gdyby tak kobiety tłukły się między sobą, panowie bez wątpienia wykorzystaliby sytuację i załatwili swoje sprawy. Kobieta wolała walczyć o swoje w czasie pokoju na świecie. Cele, które postawiła przed sobą miały pokojowe nastawienie. Otóż, oprócz przesławnego prawa do głosowania na posłów panie wysuwały m.in. postulaty otwarcia przed kobietami wyższych uczelni, rozbrojenie, rozwiązywanie konfliktów poprzez pertraktacje, a nie na drodze wojny. Klasycznie antywojenna postawa.
W Polsce ruch kobiecy rozwijał się praktycznie równolegle ze światowym. W okresie zwanym pozytywizmem, po serii walk zbrojnych i wyginięciu części męskiej populacji, panie rozpoczęły propagowanie postulatów emancypacyjnych. Tworzyły różnego typu organizacje, które zajmowały się tajnym nauczaniem, organizowaniem uroczystości o charakterze patriotycznym, zjazdów i spotkań (np. Koło Kobiet Korony i Litwy). Otwierały czytelnie dla pań, aby mogły, bez przeszkód w postaci męskich zakazów, kształcić się. Do 1914 roku na ziemiach polskich istniało ponad 20 organizacji kobiecych. Żadna nie wywołała wojny domowej w walce o równouprawnienie, podczas kiedy rządzący światem mężczyźni doprowadzili do wybuchu wojny światowej.
Prawo wyborcze Polki uzyskały w listopadzie 1918 roku i tym samym wraz z kobietami na całym świecie rozpoczęły triumfalny marsz ku pełnej niezależności, samorządności i samodzielności.
Emancypacja przerodziła się w ruch feministyczny. Kobieta osiągnęła co prawda równouprawnienie w świetle prawa, ale pozostało jeszcze wiele do zrobienia w sprawie tzw. dyskryminacji społecznej. Tym właśnie zajęły się feministki. Postanowiły walczyć o partnerski podział ról w rodzinie, zwiększenie udziału kobiet w życiu społecznym i politycznym, obsadzania kobiet na wysokich stanowiskach we wszystkich dziedzinach życia, z funkcjami kościelnymi włącznie. Działalność feministek polega przede wszystkim na akcjach propagujących rozbudzenie świadomości wśród kobiet, które nie zdają sobie jeszcze sprawy, że mężczyźni nie poddają się i walczą obecnie z kobietami w wyrachowany i podstępny sposób. Cóż, to już ich ostatnie podrygi. Niech się jeszcze trochę połudzą, że świat do nich należy. W końcu nikt nie zamierza ich kastrować ani zmiatać z powierzchni Matki-Ziemi. Są potrzebni, ale rola, jaką przed wiekami sobie wyznaczyli, już się kończy.


Wróć
dodaj komentarz | Komentarze: