sowie

Basket and witches czyli sposób na uratowanie polskiej koszykówki

Ostatnio komentowane
Publikowane na tym serwisie komentarze są tylko i wyłącznie osobistymi opiniami użytkowników. Serwis nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za ich treść. Użytkownik jest świadomy, iż w komentarzach nie może znaleźć się treść zabroniona przez prawo.
Data newsa: 2012-05-11 09:24

Ostatni komentarz: Zostały tylko wspomnienia i wiara że tu wrócimy piłkarze i kibice jak zadawanych lat.
dodany: 2019.05.25 12:46:39
przez: Paulo7860
czytaj więcej
Data newsa: 2011-05-15 20:15

Ostatni komentarz: Boże, który mieszkasz w Wałbrzychu.............

Wspaniałe!!!
dodany: 2019.03.20 19:01:12
przez: Darek
czytaj więcej
Data newsa: 2016-09-13 16:01

Ostatni komentarz: Super! Bardzo miło się czyta
dodany: 2017.01.06 22:01:25
przez: Jan
czytaj więcej
Data newsa: 2011-10-13 14:20

Ostatni komentarz: Witam.Oczywiscie znam te podpisy na kartce: od gory
7.Leon Klonowski
4.Janusz Lewandowski
9.Mieczyslaw Zenfle
13.Boguslaw Rutecki
10.Jacek Grodecki.
Pozdrawiam .
dodany: 2016.07.29 15:38:52
przez: Jacek Grodecki
czytaj więcej
Data newsa: 2013-04-05 13:18

Ostatni komentarz: Historia jedna z wielu ale prawdziwa.
Panowie w pewnym wieku szukają
gosposi i pielęgniarki.
dodany: 2015.10.02 15:09:05
przez: stokrotka
czytaj więcej
Data newsa: 2012-01-19 11:51

Ostatni komentarz: Ten mail dotarł do mnie na pocztę... autor wyraził zgodę na umieszczenie go wśród komentarzy... co tez czynię
„Dzień dobry Pani Grażyno
Przypadkiem natrafiłem w sieci na Pani teksty dotyczące koszykarzy Górnika Wałbrzych z lat 70-tych. Bardzo mnie to zainteresowało, bo wtedy to byli także moi idole. Sam wówczas też byłem kibicem tego klubu, może bardziej piłkarzy niż koszykarzy, z prostego względu - ojciec był zapalonym kibicem kopanej i chcąc nie chcąc ja też nim zostałem. Nie mieszkałem w Wałbrzychu lecz w Boguszowie. Pierwszą wizytę na stadionie na Nowym Mieście zaliczyłem gdzieś w połowie lat 60-tych, oczywiście pod opieką ojca. Wkrótce też chodziliśmy razem na Zagłębie, które akurat awansowało do pierwszej ligi i możliwość obejrzenia znanych z tv piłkarzy Legii i Górnika Zabrze była na tyle nęcąca, że pomimo kibicowania Górnikowi, odwiedzaliśmy też stadion na Ratuszowej.
Na meczach kosza przy Placu Teatralnym regularnie zacząłem bywać dopiero w 1974 roku, gdy poszedłem do liceum na Sobięcinie. Zawodnikami Górnika, których pamiętam, byli wtedy Zenfler, Krzesiak, rozgrywający Domaradzki z charakterystycznie przechyloną głową, Ignaczak i młodzi Zenon Kozłowski oraz przyszła gwiazda Mieczysław Młynarski. Potem doszedł jeszcze Tadeusz Reschke (wydaje mi się że miał dwóch braci też koszykarzy) i Wojciech Krzykała.
Przez całą średnią szkołę regularnie odwiedzałem halę Górnika i stadiony na Nowym Mieście (do góry przez Park Sobieskiego) i na Białym Kamieniu (często pieszo z Sobięcina) Były to naprawdę dla mnie niezapomniane chwile. To brzmi oklepanie, ale te obiekty wtedy żyły na pełny gaz. Widok pełnych trybun dawał niesamowitego kopa, a po bilety na halę ustawiał się potężne kolejki i naprawdę nie dla wszystkich starczało.
W 1978 roku wyjechałem na studia do Trójmiasta i tu pozostaję do dzisiaj. Niemniej jednak przez wiele lat gdy koszykarze Górnika przyjeżdżali na mecze do Wybrzeża byłem tam stałym gościem i jednym z nielicznych ich kibiców.
Pani historia dotycząca spotkań z nieżyjącym Januszem Krzesiakiem wywołała u mnie jakieś reminiscencje, wydaje mi się że był on mężem mojej nauczycielki z podstawówki w Boguszowie?
Cieszę się, że mogłem przeczytać o Pani przeżyciach związanych z Górnikiem, odświeżyłem swoje wspomnienia, zrozumiałem jak tamte rzeczy były dla mnie ważne i jak wiele dla mnie znaczą do dziś.
Serdecznie pozdrawiam
Andrzej Szatkowski Gdynia.”

dodany: 2015.03.09 14:08:20
przez: Andrzej Gdynia
czytaj więcej
Data newsa: 2012-07-08 11:26

Ostatni komentarz: Zgadza się wszystko co napisała autorka.Zresztą -mieszkaliśmy na tym samym podwórku.Górnik Wałbrzych to było kiedyś (niestety dawno,dawno temu) COŚ dla Wałbrzycha .Piłka nożna,lekkoatletyka,kolarstwo, ,koszykówka,biathlon i jeszcze inne dyscypliny sportowe.Stadion tętnił życiem.Na mecze przychodziło tysiące ludzi.Tak,tak,pamiętam mecze 1 ligi.Szacowano że było na nich około 35-40 tysięcy widzów.Tak jak wcześniej opisano,kibice byli wszędzie.Na drzewach, dachach,w oknach pobliskiego szpitala,część stała na koronie stadionu,szał!!!.Przychodziły całe rodziny niejednokrotnie z maleńkimi dziećmi.Nikt się wtedy nie obawiał, że może być jakaś "zadyma".Owszem pamiętam były i "środki dopingujące"-flaszeczka robiona pod ławką.Wszystko jednak z kulturą .Obiekt (zespół obiektów)zniknął z powierzchni tego miasta.To co pozostało -murawa, jest obecnie staraniem grupy zapaleńców wykorzystywane (na szczęście) do meczów i treningów tej grupki ludzi.Chwała im za to!.Basen przestał istnieć(podobnie jak pozostałe trzy obiekty -Podgórze,Szczawienko,Szczawno Zdrój oraz kryty basen na ul.Małej.
Kolarstwo. Wyścigi odbywały się na trasie ulicami Lotników,Batorego,Namysłowskiego,Ogińskiego,Olimpijska.To była taka pętla.Wyścig Pokoju miał zakończenie na stadionie Górnika (jeden raz).
Tak,ten obiekt i ten klub na trwałe wpisał się w historii tego miasta -Wałbrzycha .
Niestety nie ma możliwości dodania fotek,ale może wspólnymi siłami z autorką ... ?
Tak,DAWNYCH WSPOMNIEŃ CZAR .
Tylko dlaczego tylko wspomnień ????
dodany: 2013.06.03 12:05:46
przez: ZIOMAL .
czytaj więcej
Kobiecy Power - część 3
2009-11-26 14:40


Cierpliwość czyli ile potrafi wytrzymać kobieta

Kobieta bez wątpienia jest najcierpliwszą istotą we wszechświecie. Najpierw wielką cierpliwością, wyrozumiałością i zaradnością wykazała się Ewa. Znosiła nieróbstwo i lenistwo Adama. Bez wahania przyjęła na siebie rodzenie i wychowywanie potomstwa. A to, jak zapewne wszyscy wiedzą, wymaga nie lada umiejętności. Mężczyzna nie próbował wyręczać kobiety w roli matki. Od razu wiedział, że stoi na straconej pozycji. Oczywiście z mety wymyślił wytłumaczenie swego postępowania. Oto on jako silniejszy fizycznie zdobywa pożywienie i walczy w obronie słabszych. Kobiecie do urodzenia i wychowania dzieci siła fizyczna nie jest potrzebna, a męski świat opiera się na bicepsach i muskułach. Oczywiście uwzględnił w swych planach podziału ról w społeczeństwie fakt, że wychowywanie młodego pokolenia wymaga odpowiednio rozwiniętego umysłu, a taki posiada kobieta, nie zaś on. Aby zatem uniknąć posądzenia o niższy w stosunku do płci żeńskiej iloraz inteligencji, zbudował świat oparty na sile fizycznej (czytaj: przemocy, gwałcie i terrorze). Wychowanie dzieci, prowadzenie gospodarstwa domowego stało się dla niego niczym w porównaniu z wojnami, podbojami i karczowaniem lasów.


Kobieta zdawała sobie sprawę, że taka postawa jej życiowego partnera do niczego dobrego ludzkości nie doprowadzi i facet w końcu wysadzi World Trade Center. Wiedziała, że to na jej głowie spoczywają losy świata. Ona, aby ludzkość nie wyginęła, musi rodzić dzieci w miejsce zabitych przez mężczyznę. Ona musi wpajać młodemu pokoleniu zasady dobra, serdeczności i miłości. Gdy dzieciak urośnie i trafi do męskiego świata, nie będzie miał już możliwości poznawania wartości uznawanych za wyższe. Będzie rozwijał mięśnie. Ale zawsze kobieta wierzyła, że coś z jej mądrych nauk pozostanie w następnym pokoleniu i ludzkość nie wyginie.
Matka, nie zawsze Polka, spełnia tę rolę do dzisiaj. Do dzisiaj cierpliwie zmienia pieluchy, uczy pierwszych słów, w rodzinach wyznających określoną wiarę – uczy podstaw swej wiary, pierwszego pacierza, pokory wobec Stwórcy. Ma do tego cierpliwość, której mężczyźnie brakuje. Wrodzona zaradność pozwala jej na wykonywanie kilku czynności naraz lub takim rozplanowaniu dnia, aby wykonać setki różnych prac. Facet w dalszym ciągu zdobywa środki do życia, (o ile nie wyrzucą go z pracy) i w dalszym ciągu pomniejsza rolę kobiety w ratowaniu istnienia życia ludzkiego na ziemskim padole. Zamiast powiedzieć:” Jestem za głupi, żeby wychować dziecko na człowieka”, mówi, że nie został do tego stworzony. Zapomniał, że to on dokonał podziału ról w społeczeństwie? Nie, z pełną świadomością kłamie. Po wypędzeniu Adama i Ewy z raju, Stwórca przecież nie wyznaczył żadnemu z nich konkretnych zadań.
Przez wieki istnienia ludzkości mężczyzna nie nauczył się pełnienia funkcji wychowawczych, chociaż tak bardzo się starał odcinając kobietę od szkół zarówno jako uczennicę jak i nauczyciela.
Jedną z pierwszych kobiet, która zbuntowała się przeciwko męskiej wszechwładzy i próbowała udowodnić, że kobieta stworzona jest do wychowywania i nauczania była starożytna poetka Safona. Na wyspie Lesbos żyjąca na przełomie VII/VI w.p.n.e. prowadziła pracą pedagogiczną wśród dziewcząt. To jasne, że zajęła się dziewczętami. Chłopcy mieli swoich Pitagorasów, Talesów i Sokratesów. Safona skupiła zatem młode kobiety wokół siebie. Sama pisała wiersze, które odznaczały się doskonałą formą poetycką i przepełnione były uczuciami miłości. Oczywiście działalność Safony zupełnie nie spodobała się mężczyznom. Nie dość, że „wcięło” gdzieś większość jej wierszy, to nazwie „lesbijki” – mieszkanki wyspy Lesbos – nadano negatywne znaczenie. Zdaniem mężczyzn kobietom mieszkającym wspólnie tylko jedno było w głowie – uprawianie seksu ze sobą. Chcieli w ten sposób ośmieszyć kobiety i wybić z głowy samodzielność. Gdyby byli konsekwentni w rozumowaniu, najpierw siebie nazwaliby pedałami. W końcu to tylko oni siedzieli w łaźniach, na obradach, biegali nago podczas igrzysk i przebierali się w babskie ciuchy, by wystąpić na scenie.
Upokorzenie Safony i jej podopiecznych miało ich obronić przed kobiecymi pedagogicznymi możliwościami. Do dziś jakoś masowo faceci nie chcą zostać nauczycielami. Po prostu do pracy z młodym pokoleniem nie są zdolni.
Najmocniej widać to w sytuacjach, kiedy współczesny mężczyzna zostaje sam z dziećmi. Różne są tego przyczyny. Czasami kobieta wyjeżdża do sanatorium. Jej brak w domu i przy dzieciach to prawdziwa klęska. Całe szczęście, że dzisiaj są telefony komórkowe, można skontaktować się z żoną i zapytać, ile łyżeczek soli wsypuje się do garnka ziemniaków, na który program włączyć pralkę, żeby wyprać białe skarpety, co zrobić kiedy nie można doszorować garnka i jak zmusić dzieci, żeby odrabiały lekcje.
Z reguły jednak wyjeżdżająca na leczenie kobieta prosi o pomoc w prowadzeniu domu swoją matkę lub siostrę. Nie pozostawia męża samego, bo wie, że kiedy wróci nie pozna własnego mieszkania. Jeśli natomiast nie posiada bliskiej rodziny w linii żeńskiej, po prostu nie wyjeżdża i leczenie odkłada na czas późniejszy.
Mężczyzna nie przejmuje się takim „drobiazgami”. Jest chory, lekarz kazał mu się leczyć i musi jechać do wód, chociażby zapowiadali koniec świata. Czy życie rodzinne wali się na łeb, na szyję? Czy rachunki telefoniczne gwałtownie wzrastają? Nie, nic się nie dzieje. Pranie wyprane, dzieci nakarmione, domowe zwierzaki – oporządzone. Nawet rankiem spokojniej, bo tatuś nie wrzeszczy z łazienki „Gdzie moje skarpety?”. Ubytek mężczyzny nie jest dla kobiety tragedią. Jeśli puści uszczelka w kranie, płeć żeńska wzywa fachowca. Facet zatem jest do zastąpienia. Kobietę zastąpić trudno. Chyba że inną.
Oto bowiem dochodzimy do momentu, w którym kobieta opuszcza mężczyznę. Jeśli nie mają dzieci, sprawa jest prosta. Znajdują sobie inne. Natomiast w przypadku podstawowej komórki społecznej, którą jest rodzina, obie płcie reagują zupełnie inaczej.
Samotna matka przejmuje na siebie męskie obowiązki i radzi sobie w życiu. W końcu nie robi niczego, czego by wcześniej nie robiła. Pracuje zawodowo, pierze, gotuje i wychowuje potomstwo. Ma co prawda mniej wolnego czasu lub wręcz nie ma go wcale, ale świadomość tego nie rujnuje jej życia. Poważnie traktuje swe obowiązki. Cierpliwie znosi swą samotność w imię celu najwyższego – ochrony życia na planecie Ziemia.
Z mężczyzną jest znacznie gorzej. Gdy zostaje sam z dziećmi, świat wali mu się na głowę. Zaraz zjawia się w jego domu opieka społeczna i uczy podstawowych zasad prowadzenia domu. Zaraz też nieszczęśliwy tatuś rozpoczyna poszukiwania nowej mamusi. Kupuje okulary i przygląda się każdej napotkanej kobiecie. Pomagają mu w tym bliscy. Często są to kobiety. Pragną jak najszybciej wyswatać tatusiowi żonę. Wiedzą, że bez żeńskiej części mężczyzna zgubi sam siebie i własne dzieci. Poszukiwania trwają aż do skutku. W końcu jest upragniona mamusia. Tak, jest. Kobieta z pełną świadomością decyduje się na związek z facetem posiadającym gromadkę dzieci. Dla niej wszystkie maluchy są tak samo ważne.
Tymczasem co słychać u samotnej matki? Nic. Żyje sobie nadal samotnie. Spotkała kilku mężczyzn, na których jej wygląd zrobił wrażenie. Lecz kiedy dowiadywali się o istnieniu potomstwa, rezygnowali z dalszej znajomości. Cóż, wychowywanie cudzych bachorów ich nie interesowało. Jasne, są za głupi, żeby zajmować się dziećmi. Nie mają cierpliwości, brak im wyrozumiałości, a przede wszystkim życiowej zaradności. Mają jedynie silniejsze głosy i rozwinięte mięśnie.
Kobieta cierpliwie zniosła zarówno nadanie pojęciu lesbijka negatywnego znaczenia, wyrozumiale też odnosiła się i nadal odnosi do braku umiejętności pedagogicznych osobników płci męskiej. Od czasu do czasu przypomina jednak, kto tak naprawdę jest na tym świecie najmądrzejszy, najważniejszy, mimo licznych prób unicestwienia.
Co potrafi kobieta? Na pewno o wiele więcej niż mężczyzna. A jeśli weźmiemy pod uwagę, iż rodzaj męski zdobywał wiedzę praktycznie od pradawnych czasów, zaś kobietę dopuszczono do ksiąg zaledwie ponad sto lat temu, wiedzą i umiejętnościami kobiety znacznie przewyższają mężczyzn.
Prezentację kobiet, które zmieniły obraz świata rozpocznijmy od najsłynniejszej - Marii Skłodowskiej-Curie (1867-1934). Wbrew męskiemu rozumowaniu, że kobieta nie jest w stanie robić niczego więcej niż wyszywać i gotować, Maria została wybitnym fizykiem i chemikiem. Jest uznawana za współtwórczynię nauki o promieniotwórczości. Napisała kilka pionierskich prac z dziedziny fizyki oraz chemii jądrowej. Otrzymała dwukrotnie Nagrodę Nobla ( 1903 i 1911).
Swą karierę naukową rozpoczynała jak wiele współczesnych kobiet na pensji czyli w modnej w XIX wieku szkółce dla panienek. Młode dziewczęta początkowo uczyły się w nich wielu pożytecznych (w męskim pojęciu) rzeczy czyli odpowiedniego zachowania przy stole, haftowania posażnej bielizny pościelowej, a przy okazji od czasu do czasu trochę czytały. Maria miała sporo szczęścia. Urodziła się w czasach, kiedy polscy mężczyźni niestety wyginęli podczas walk i kobiety zaczęły same decydować o sobie. Na pensjach zaczęto zwracać większą uwagę na ich wykształcenie, gdyż powoli zaczęły przejmować męskie obowiązki. Trudno było mężczyznom zaakceptować taki stan rzeczy, ale nie mieli wyjścia. Walki zbrojne mocno przetrzebiły ich szeregi, nadwyrężyły siły witalne, a nowi męscy potomkowie nie przychodzili na świat w takim tempie, w jakim chcieliby faceci. Cóż, same chęci przy odtworzeniu rodzaju męskiego nie wystarczą.
Maria mogła zatem podstawową wiedzę zdobyć na pensji. W 1892 wyjechała do Francji, gdzie studiowała na Sorbonie, a potem prowadziła pracę naukową. Zajęcie się skomplikowanymi badaniami nad pierwiastkami promieniotwórczymi nie przeszkodziło Marii w zawarciu małżeństwa i urodzeniu dwójki dzieci. Udowodniła, że kobieta potrafi połączyć pracę z wychowaniem dzieci, co w przypadku mężczyzny byłoby nie do pomyślenia. Facet zasłaniając się takim uranem czy kobaltem, zamknąłby się w pracowni i pozostawił żonie obowiązki domowe. Tymczasem Maria Skłodowska stała w laboratorium przy swoim mężu, wspólnie odkryli polon i rad. A po pracy, Maria jak na prawdziwą kobietę przystało, zajmowała się dziećmi.
Po śmierci męża nie porzuciła ani pracy naukowej, ani wychowywania potomstwa. Córki rosły, a praca naukowa kwitła. W 1906 Maria kierowała katedrą promieniotwórczości na Sorbonie, zorganizowała Instytut Radowy w Paryżu, przyczyniła się do powstania w 1912 Pracowni Radiologicznej w Warszawie, zaś w 1932 — Instytutu Radowego w Warszawie.
Który mężczyzna potrafiłby pogodzić ciężką pracę z samotnym wychowywaniem dzieci? Jedynie kobieta, cierpliwa, zaradna i mająca wrodzoną życiową mądrość potrafiła tego dokonać. Postawa Marii Skłodowskiej-Curie jest dowodem kobiecej siły i wytrzymałości.
Kolejną kobietą, której postawa zasługuje na omówienie jako przykład kobiecej siły jest rówieśniczka Skłodowskiej - malarka Olga Boznańska. O ile ta pierwszej pozwolono studiować na Sorbonie, to droga Olgi do sławy była trudniejsza. Od najmłodszych lat rysowała i malowała. Inspirowała ją do tego matka, która szybko dostrzegła w córce wielki talent i postanowiła go rozwijać. Tymczasem artyści rodzaju męskiego, tudzież inni przedstawiciele tej samej płci zabronili kobietom pobierania nauk w Szkole Sztuk Pięknych w Krakowie.
Prawdopodobnie nie tylko malowali obrazy w swych pracowniach. Często, pod pretekstem pozowania, zapraszali do siebie kobiety. Aby świat nie dowiedział się, w jakim naprawdę celu przychodziły panie, twierdzili, że malują kobiece akty. Tylko kompletny idiota mógł uwierzyć, że leżąca na sofie naga piękność to jedynie modelka. Kobieta jak widać istota wyrozumiała, nie protestowała przeciwko niecnym praktykom. Tym bardziej, że sprawa dotyczyła również innych kobiet. Kto wie, czy modelki nie czerpały przyjemności lub korzyści z pobytu wśród sztuk pięknych (którymi rzecz jasna nie byli malarze, a jedynie ich dzieła). W każdym razie panie, nawet najbardziej utalentowane do szkoły wstępu nie miały. Boznańska wyjątkiem nie była, a rola modelki umożliwiająca wejście do budynku, jej nie odpowiadała. Zaczęła więc pobierać prywatne lekcje, bo panowie takowych też udzielali. (Hipokryci! W szkole – nie, w domciu – tak). Po naukach w Krakowie Olga wyjechała do Monachium. Tam też oczywiście hipokryci nie przyjęli jej do żadnej artystycznej szkoły. Nie przeszkodziło to dziewczynie w kontynuowaniu nauki. Do tego poznała kilka języków obcych. Listy do matki pisała po francusku, do siostry – po angielsku, do ojca – po polsku (nie nauczył się żadnego obcego języka czy co?). I oczywiście malowała. Jej obrazy stały się sławne.
I oto po kilku latach odzywa się do niej niejaki Julian Fałat, malarz i ...proponuje stanowisko profesora w Szkole Sztuk Pięknych w Krakowie. Tak, w tej samej, w której nie mogła uczyć się ze względu na swą płeć. Nie była to próba naprawienia błędu. Panowie malarze i rzeźbiarze wiedzieli, że sławna kobieta przyciągnie do ich szkoły nowych uczniów. Biznes jest biznes.
Olga propozycję mężczyzn odrzuciła. Miała rację. Do sukcesów doszła własnym uporem i pracą. Dlaczego jakaś grupa męskich szowinistów miała na niej zarabiać? Nie wyszła również za mąż. Poświęca się pracy malarskiej. W niej odnajduje sens swego życia.
Olga to kolejny przykład kobiety, która cierpliwie znosiła męską arogancję i nie licząc się z męskim punktem widzenia robiła po prostu swoje.
Nie sposób w galerii kobiet cierpliwych pominąć słynnej Coco czyli Gabrielle Chanel (1883-1971). Coco była projektantką mody i w połowie lat dwudziestych dokonała w niej prawdziwej rewolucji.
Z kobiecym ubiorem było przez stulecia różnie. Po raju, do czasu zerwania jabłka, Adam i Ewa spacerowali nago. Potem ich strój też musiał być bardzo skromny. Na obrazach mistrzowie malarstwa pokazują pierwszych ludzi z listkami w miejscach wiadomych. I słusznie. Zanim Adam nabrał krzepy i zaczął zabijać zwierzęta, ze skór których Ewa szyła okrycia, musiało upłynąć sporo czasu. Początkowo była to drobna zwierzyna, zatem ubranie też było skromne. Garderoba powstawała równolegle ze zwiększającą się siłą płci męskiej. Im więcej upolowanych zwierząt, im były większe, tym więcej człowiek na siebie zakładał. Dlaczego jednak facet w pewnym momencie całkowicie zakrył kobiece ciało? To proste.
Na Matce-Ziemi ludności przybywało, a każdy nowonarodzony chłopiec stanowił potencjalne zagrożenie dla żyjących chłopców. Tak się również złożyło, że stanowiące naturalne zagrożenie dla mężczyzny kobiety rodziły kolejnych mężczyzn. Oczywiście nie tylko z własnej woli. Ktoś musiał te plemniki w macicy umieścić. Co zrobić, żeby znalazło się ich tam jak najmniej? Zasłonić kobiece ciało, ponieważ to ono sprawiało, że mężczyzna nie mógł opanować swych hormonów i płodził kolejnych mężczyzn. Kolejny raz facet, mając problem do rozwiązania, zamiast pomyśleć i wymyślić środek antykoncepcyjny, postanowił udawać, że problemu nie ma. Zasłonić babę i już! Nie będzie nic widać, nie będzie popędu. Męskie rozumowanie zdało się psu na budę. Ludzie rozmnażają się nadal. A biedny człowiek rodzaju męskiego przez wieki zamykał się w ciasnych komórkach (np. w ubikacji) i upajał widokiem nagich kobiet. Najpierw kolorowe obrazki nazywały się akty, potem „świerszczyki”.
Coco Chanel postanowiła ulżyć trochę mężczyznom (taka była litościwa). Zdjęła z kobiet tony halek, gorsetów i sukien. Ubrała je w stroje o prostych, sportowych fasonach. Odsłoniła kobietom nogi, projektując sięgające jedynie do kolan spódnice. Jasne, niech sobie faceci popatrzą. W końcu jest na co. Panie są o wiele ciekawiej zbudowane od panów.
Wyswobodzenie z więzów gorsetu kobiety przyjęły z entuzjazmem. Do dziś każda w swej szafie ma tzw. małą czarną czyli prostą, skromną sukienkę, odpowiednią na każdą okazję, wymyśloną przez Coco. Do dziś najpopularniejszymi perfumami są Chanel N 5, które wylansowała właśnie Coco. Aby zmienić obraz świata, paryska projektantka nie wywoływała wojny, zmieniła kobiecy ubiór.
I ostatnia postać, której osiągnięcia świadczą, że kobieta jest cierpliwa i zaradna. Skoro mieszkamy w Polsce warto przypomnieć, że pierwszy złoty medal olimpijski zdobyła dla naszego kraju właśnie kobieta – Halina Konopacka w 1928 roku w Amsterdamie. I to w jakiej konkurencji? W rzucie dyskiem – najbardziej męskiej. Halina pchała kulą, rzucała oszczepem, biegała, skakała wzwyż. Tytuły mistrzyni Polski zdobywała aż dwadzieścia siedem razy. Gdzie ci mężczyźni, gdzie ci dzielni Polacy?
Tak oto kobieta dzięki wrodzonej cierpliwości, wyrozumiałości i zaradności zdobywała, to czego pragnęła. Niepotrzebna jej była do tego fizyczna siła. Wszystko, co osiągała, zawdzięcza umysłowi. Historia kobiet to historia spokoju i harmonii.


Wróć
dodaj komentarz | Komentarze: