sowie

Basket and witches czyli sposób na uratowanie polskiej koszykówki

Ostatnio komentowane
Publikowane na tym serwisie komentarze są tylko i wyłącznie osobistymi opiniami użytkowników. Serwis nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za ich treść. Użytkownik jest świadomy, iż w komentarzach nie może znaleźć się treść zabroniona przez prawo.
Data newsa: 2011-10-06 14:52

Ostatni komentarz: No właśnie, po co w takiej sytuacji opieka społeczna...
dodany: 2025.08.08 17:46:30
przez: Stefan
czytaj więcej
Data newsa: 2014-03-18 13:35

Ostatni komentarz: …. Bardziej zwróciłabym uwagę na brudne stopy kobiety, aniżeli na brudna sierść psa.
dodany: 2022.03.30 20:12:36
przez: Diane
czytaj więcej
Data newsa: 2020-10-20 09:42

Ostatni komentarz: super...szkoda, że nie napisałaś jaki kościół w Wałbrzychu. PIsz dalej na na koniec roku książka. ja swoją szykuję na i półeocze...
dodany: 2021.01.18 11:09:17
przez: obba
czytaj więcej
Data newsa: 2013-04-05 13:21

Ostatni komentarz: Świetne...gratuluję...czas na książkę.

dodany: 2021.01.15 08:45:03
przez: adam
czytaj więcej
Data newsa: 2020-10-20 09:40

Ostatni komentarz: Mój tata też należał do ZBOWiD-u. Pełnił tam jakaś funkcję. Wspominal, że do ZBOWiD-u dla korzyści materialnych zapisują się osoby, których w tamtych czasach nie było na świecie. 😊
dodany: 2020.11.14 09:25:09
przez: Bozena
czytaj więcej
Data newsa: 2011-05-15 20:15

Ostatni komentarz: Boże, który mieszkasz w Wałbrzychu.............

Wspaniałe!!!
dodany: 2019.03.20 19:01:12
przez: Darek
czytaj więcej
Data newsa: 2016-09-13 16:01

Ostatni komentarz: Super! Bardzo miło się czyta
dodany: 2017.01.06 22:01:25
przez: Jan
czytaj więcej
Zielono mi... (teorie spiskowe)
2026-09-15 11:20

Wyróżnienie w VII Ogólnopolskim Konkursie Literackim im. Alfreda Borkowskiego w Ciechanowie w 2026 roku.


O legendzie
Zacznijmy od legend. Przekazywane najpierw w formie ustnej z pokolenia na pokolenie tworzyły historię regionalną. Opowiadały o cudach i dziwach związanych z realnym miejscem i postacią, niekoniecznie realną. Kiedy wzięli się za nie badacze słowa mówionego i pisanego, do definicji legendy dopisali informację, iż nie należy mylić jej z mitami, czyli opowieściami o bogach. I jak to w świecie nauki bywa, odezwali się ich antagoniści i zaprzeczyli. Żeby zatem pogodzić zwaśnione legendarnie strony, na użytek niniejszego tekstu użyję współczesnego określenia – teorie spiskowe. Określenie to zawiera zarówno fakty, jak i mity, jak i legendy, cuda i dziwy tworzone przez ludzi.

Gdzie leży Czersk….
Położenie geograficzne Czerska to 51°57′33″N 21°13′56″E. Można oczywiście się męczyć i szukać na mapie, by tam dojechać, ale po co? Wystarczy wpisać w nawigację nazwę liczącej 862 mieszkańców (dane z 2023 roku) i słodki głos nas poprowadzi: „Za sto metrów skręć w prawo. Następne pięć kilometrów prosto”. Podpowiem jedynie, że Czersk leży około 40 kilometrów od Warszawy. Dodam jeszcze nieśmiało, że naprawdę leży. Gdyby nie ruiny zamku, zapadłby się pod ziemię. I pomyśleć, że kiedyś było inaczej...
Pierwsze chaty zbudowano tam ponoć jeszcze w epoce kamiennej. W XII wieku Czersk stał się siedzibą kasztelana, zaś w1350 otrzymał prawa miejskie! To były czasy! Na przełomie XIV/XV wieku książę mazowiecki, oczywiście Janusz, tym razem I Starszy, wybudował zamek z dwiema wieżami. Ale kolejny któryś Janusz, zapewne młodszy, w 1413 roku przemeldował się do Warszawy, bo mu się Czersk już nie podobał. Była jeszcze niejaka Bona, która podniosła Czersk z upadku, ale potem to już miastu się nie szczęściło. Ale nie tylko ruiny pozostały po latach wielkości. Pozostał herb.

Pierwsza teoria spiskowa
Dawny herb księstwa czerskiego to zielone zwierzę na białym tle. Niektórzy mówią, że to smok. Skąd taki cudak na Mazowszu? Czas na teorię.
Smok czerski przypomina inne smoki, ale mi najbardziej kojarzy się ze smokiem walijskim. Trafiam w sedno zwolenników tej teorii. Twierdzą oni, że gad mazowiecki ma pochodzenie arturiańskie, czyli narodził się na wyspie brytyjskiej, a ktoś tę legendę po prostu w wersji mówionej przetransportował na grunt Mazowsza. (Są tacy, co twierdzą, że to był Magnus – syn anglosaskiego króla Harolda II Godwinsona, znanego z późniejszego filmu „Monty Python i Święty Graal”, który to król brał udział w bitwie pod Hastings w 1066 roku). Król Artur żył na przełomie V/VI wieku naszej ery oczywiście. Celtycki władca Brytów rządził znaczną częścią wyspy, w tym terenem obecnej Walii, przed najazdem Anglów i Sasów. Właśnie tam, teoretycznie i legendarnie, żyły sobie czerwone smoki, co to są dziś w godle i na fladze walijskiej. Aż kiedyś, nieoczekiwanie, z wielkiego smoczego jaja wykluł się smok o barwie zielonej. Mało tego, że o innej barwie, to jeszcze o innym charakterze. Smoki czerwone były nastawione do świata bojowo. Ludzi nie zjadały, chociaż były mięsożerne, ale ogólnie siały postrach, bo zionęły ogniem.
Zielony był zupełnie inny. Szybko wtopił się w krajobraz, zielony oczywiście i trudno było go odróżnić od drzew i traw wszelakich. Był wegetarianinem przyjaźnie nastawionym do rodzaju człowieczego i wszelkich zwierzątek. Dawał się głaskać, za co dostawał mleko. Walijczycy go pokochali. Oczywiście nie spodobało się to czerwonym i jak to czerwoni mają we zwyczaju, postanowili się zielonego pozbyć. Na szczęście ludzie smoka ostrzegli. Ten wziął nogi za pas, rozwinął skrzydła i odleciał. Najpierw chciał osiąść w dzisiejszej Francji, ale stamtąd pogonił go kogut galijski, bo to był jego teren. Pofrunął dalej. Teren Germanii też mu się spodobał. Ale nici z osiedlenia. W okolicy dzisiejszego Berlina trafił na czarnego niedźwiedzia. Szybko pomachał skrzydłami i zwiał.
Leciał, leciał, aż wreszcie zauważył czystą rzekę i zieloną łąkę. Dotarł na Mazowsze, miejsce, gdzie stało kilka chałup. Tutejsi, prymitywni jeszcze, ludzie smoka nie widzieli. Nie mieli zatem do niego ani wrogiego, ani przyjaznego stosunku. Spotkanie było szansą na przyjaźń dla obu stron. I tak też się stało.
Walijski smok zielony zamieszkał w okolicy Czerska i żył tam długie lata. Patrzył jak z ubogiej osady powstaje gród obronny, potem miasto staje się stolicą Księstwa Mazowieckiego, Wisła zmienia swój nurt, a książę Janusz I Starszy buduje zamek. Wszyscy smoka szanowali. On też. Stał się symbolem Czerska i utrwalono jego wizerunek w herbie. Ubolewał, kiedy książęca rodzina przeniosła się do Warszawy, ale trudno. Takie jest życie. Tym bardziej, że sam się mocno posunął w latach. W XVI wieku spotkał się z królową Boną, która Czersk dostała jako odprawę wdowią po śmierci swego męża, a króla Polski, Zygmunta Starego.
I w tym momencie czas na drugą teorię spiskową…. Zatem najpierw epilog, teoretyczny oczywiście, o losach zielonego smoka. Umarł śmiercią naturalną i pochowano go w starorzeczu Wisły, które teraz jest Jeziorem Czerskim.

Druga teoria spiskowa

Druga teoria, znacznie skromniejsza w wydarzenia, mówi, że to żaden smok, tylko stary, słowiański żmij. Coś w tym jest. Wystarczy wpisać w internetową wyszukiwarkę słowo „żmij” i pojawia się herb Księstwa Czerskiego.
Kim był ów żmij? Znawcy religii słowiańskiej wiedzą. Powtórzę za nimi – zoomorficzna postać Welesa. Mówiąc normalnie – wcielenie słowiańskiego boga o imieniu Weles. Weles to podziemny bóg między innymi magii, kupców, a przede wszystkim bogactwa. Pilnował bydła, bo ongiś właśnie ilość posiadanych krów i byków świadczyła o zamożności ich właściciela. Postrzegany był w miarę pozytywnie przez swych wyznawców. Nic nikomu złego ponoć nie zrobił. Walczył jedynie ze swym antagonistą Perunem gromowładnym (zapewne kuzyn Zeusa). Ale to inne teorie spiskowe…
Z wyglądu przypominał smoka. Dlatego też dyskusja „żmij czy smok” zawsze wzbudza emocje. W każdym razie żmij żył na ziemiach słowiańskich i wcale nie możemy wykluczyć, że bywał również na Mazowszu. Kult owego gada jako boga Welesa musiał być bardzo silny, bo przetrwał nawet wczesne chrześcijaństwo lub też dostosował się do nowej religii. Taka walka Boga z diabłem, według niektórych teoretyków, czasami spiskowych, była przypisywana walce Welesa z Perunem. Znany i sławny utrwalony został w herbach i nazwach na terenie Polski, w tym w herbie Księstwa Czerskiego.
Skąd żmij wziął się na Mazowszu? Nie, nie przyleciał z Rusi czy z Grenlandii. Jako bóg po prostu zjawiał się i po prostu był. Jego jestestwo nie podlegało dyskusji. Ludzi szanował, a ci go czcili, jak na boga przystało. Mówiono, że pilnuje książęcych skarbów, znaczy się bydła, zwłaszcza tego Konrada Mazowieckiego, co to tych Krzyżaków sprowadził. (Czyżby dorobił się na tej transakcji majątku? Stop, to nie ta teoria spiskowa). A potem kiedy przeniesiono stolicę Mazowsza, wraz ze wszystkimi skarbami, do tej niecnej Warszawy, żmij powiedział, że się z Czerska nie ruszy, bo to jego ojczyzna.
Oczywiście on również spotkał królowę Bonę, kiedy otwierała browar w Czersku i oczywiście prowadził dyskusję na temat jej węża w herbie i jego pokrewieństwie z nim, czyli słowiańskim żmijem. Jako bóg bohater opowieści żyje, ma się całkiem dobrze. Jak będziecie zwiedzać zamek w Czersku, rozejrzyjcie się, może go spotkacie. Uważajcie na swoje hamburgery, jeśli będziecie mieć je przy sobie. Żmij może wystąpić w obronie wołowiny.

Trzecia teoria spiskowa

Przyszedł czas, by połączyć obie teorie spiskowe lub legendy, jak kto woli. Zaczynamy.
Walijski smok zielony po wielu tarapatach wylądował na Mazowszu. Smutno mu było. Usiadł nad brzegiem Wisły i zapłakał. Ujrzał go słowiański żmij, który pilnował bydła na łące opodal rzeki. Podszedł bliżej. Ostrożnie przyjrzał się smokowi. „O, podobny do mnie. Jakiś kuzyn?” – pomyślał.
- Czego ryczysz? – zapytał upewniwszy się, że stwór znajduje się w depresji i nie zaatakuje.
- Bo mi źle – powiedział Walijczyk przez łzy.
- A dlaczego? – dopytywał się żmij.
Teraz smok przyjrzał się zoomorficznemu wcieleniu boga Welesa. „O, podobny do mnie. Jakiś kuzyn?” – tym razem myśl przebiegła przez umysł smoka. Ze względu na fizyczne podobieństwo, nabrał zaufania do żmija i opowiedział mu swą historię. Płakał przy tej opowieści rzęsistymi łzami i Słowianin zaczął się bać o stan rzeki Wisły. Przekroczy alarmowy i będzie potop. Jeden już w historii ludzkości był i wystarczy. Kiedy więc smok skończył opowieść o wygnaniu, kogucie i niedźwiedziu, poklepał go po plecach:
- Same nieszczęścia, same… Wiesz co, zostań na Mazowszu. Ludzie tu życzliwi, woda czysta. Ja tu jestem od zawsze i jest mi dobrze. W pobliżu pasą się krówki i byczki. Pilnuję ich. Skoro jesteś wegetarianinem, dołącz do nich i poskub sobie trawki.
Tak zaczęła się wielka męska przyjaźń. Smok wtopił się w otoczenie, bo wszędzie było zielono. Kiedy żmij ruszył na kolejną potyczkę z Perunem, zielony pilnował bydła i rzekomych bogactw Konrada, co to tych Krzyżaków .… Aha, to już było… Stworzenia żyły sobie zgodnie i szczęśliwie bez udziału osób płci żeńskiej. Tak jakoś wyszło. Legendy nie wspominają o księżniczkach i smoczycach. Jedna kobieta była. To oczywiście Bona, co to po śmierci męża kilka lat spędziła w Czersku. Smok i żmij prowadzili z nią długie dysputy na temat smoków, żmij i węży. Wszystko ze względu na herb rodowy Bony, co to węża ma na tarczy.
Wszystko było fajnie, aż do czasów potopu szwedzkiego. W 1656 roku Szwedzi, po klęsce pod Warką, opanowali twierdzę czerską i doszczętnie ją zniszczyli.
W tym też czasie walijski smok zielony podupadł na zdrowiu. Wtedy dopiero żmij zorientował się, że jego przyjaciel jest istotą śmiertelną... Wyruszył więc na poszukiwanie lekarstw, mających przywrócić go do zdrowia. Gdzie on nie był, z kim się nie spotkał…. Dotarł nawet do Peruna, który żył w ukryciu czekając na lepsze dla siebie czasy.
- Perunie, bracie boży, pomóż. Przyjaciel umiera. Obiecuję, że już nie będę walczył z tobą. Dam ci święty spokój, tylko ratuj smoka – prosił wylewając swe żmijowe łzy.
Perun westchnął:
- Nic ci nie poradzę. Zabić kogoś owszem, mogę, ale darować nieśmiertelności nie jestem w stanie. Przykro mi…
Wrócił więc żmij do Czerska i patrzył bezradnie, jak smok traci siły. A kiedy umarł, przeniósł go do starorzecza (bo Wisła już zmieniła koryto)i polecił wodom, by zalały walijskie ciało. Tak powstało Jezioro Czerskie. Sam zaś poszedł za przykładem Peruna, ukrył się w lesie, by czekać na lepsze dla siebie czasy.

Ślady teorii (lub legend – do wyboru)
W kulturze współczesnej mamy kilka śladów nawiązujących do opowieści. Pierwszy to istnienie walijskiego smoka zielonego. Występuje on w czwartej części opowieści o Harrym Potterze „Harry Potter i czara ognia” jako „common welsh green”. Powieści z tego cyklu napisała Joanne Kathleen Rowling, Brytyjka z pochodzenia, zatem wiedzę o smokach miała. W Polsce znajduje się kilka restauracji o nazwie „Zielony smok”. Taka w tych Tychach proponuje kuchnię azjatycką, sugerując jakoby zielone smoki były w Azji. Postać zielonego smoka jest również obecna w Lego Ninjago. Jest też „Zielony smok, czyli ognista nalewka konopna” i kilka filmów o tym tytule, w tym jeden o wojnie w Wietnamie. W sumie jednak wszystkie nawiązanie do smoka powstały poza granicami Polski.
Ze żmijem jest już łatwiej. Pojawia się w licznych opracowaniach naukowych i nie tylko na temat wierzeń słowiańskich. Jego ślady spotykamy w herbach i nazwach. Mamy Nowy Żmigród na Podkarpaciu. Mamy też znane nazwisko Żmijewski, które na początku 2025 roku było noszone w Polsce przez 1 874 osoby, w tym 675 na Mazowszu! Najwięcej w całej Polsce. Najsłynniejszy polski ksiądz – ojciec Mateusz ze słynnego serialu nazywa się tak naprawdę Artur Żmijewski. Przypadek, że Artur? Przypadek, że Żmijewski? Nie sądzę.


Wróć
dodaj komentarz | Komentarze: